Statystyki

Użytkowników : 34
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44576

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43115
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

W zwierciadle mistrza Twardowskiego Drukuj Email
sobota, 01 grudnia 2007 02:00
Węgrów ma ambicje stać się miastem turystycznym. Do tego niezbędne są atrakcje ściągające gości ze świata. Węgrów słynie z kościołów barokowych, ale i tak najbardziej znanym obiektem jest zwierciadło Twardowskiego, dawna własność słynnego magika, towarzyszącego każdemu Polakowi niemal od kolebki jako bohater baśni i legend.

Niemal wszystko w osobie Twardowskiego jest zagadką. Jest powszechnie znany, ale o jego życiu niewiele wiadomo. Musiał niegdyś zyskać sobie dużą sławę, skoro Łukasz Górnicki już w 1566 roku pisał o nim w Dworzaninie polskim. Kazimierz W. Wójcicki, pisarz, historyk i edytor, w 1864 roku przedstawił artykuł, który miał wyjaśniać zarówno genezę kariery Twardowskiego w wyższych sferach dworskich za czasów Zygmunta Augusta, jak też pojawienie się w Polsce magicznego lustra. Krasiński, wysłany na pobieranie wyższych nauk do Niemiec, w Wittenberdze słuchał sławnego reformatora Filipa Melanchtona. Tu poznał Twardowskiego i kiedy (…) przeniósł się do Akademii Krakowskiej, Twardowski przybył z nim razem (...). Kiedy Krasiński nabrał znaczenia, za jego wpływem Twardowski został koniuszym na dworze Zygmunta Augusta. (...)Twardowski, który z Wittenbergi jako osobliwość przywiózł powiększające metalowe zwierciadło, umierając zapisał je Krasińskiemu, już wówczas biskupowi krakowskiemu. To wskazuje, że sam sławny czarnoksiężnik umarł przed 1577, a Wereszczyński podaje powyższe wiadomości w rok po śmierci biskupa Krasińskiego (1578) dobrze rzeczy świadomy.
Ksiądz Franciszek Siarczyński uznał Twardowskiego za postać historyczną z czasów Zygmunta Augusta. Przedstawił go jako polskiego szlachcica, biegłego w matematyce i chemii, które to nauki wykorzystywał do mamienia gawiedzi sztuczkami, uważanymi wówczas za czarnoksięskie. Aleksander Brückner natomiast, jak przystało na trzeźwego encyklopedystę, uważał, że Twardowski jest postacią zmyśloną, łączącą w sobie rozmaite wątki spotykane w różnych kulturach. Do spopularyzowania legendy przyczynił się w 1840 roku Józef Ignacy Kraszewski, publikując po-wieść Mistrz Twardowski – książkę o dużym rozgłosie, tłumaczoną także na obce języki.
Roman Bugaj w swojej publikacji Nauki tajemne w dawnej Polsce wysunął interesującą hipotezę, jakoby Twardowski w rzeczywistości był Niemcem z Norymbergi. Lorenz Dhur, nazywany z łacińska Laurentiusem Duranoviusem, studiował także w Wittenberdze i poznał doktora Johanna Fausta (uwiecznionego przez Goethego), u którego Duranovius odebrać miał pierwsze wtajemniczenie w nauki magiczne.
Dzięki znajomości z młodym Krasińskim przyjazd do Polski stał się dla Dhura początkiem kariery dworskiej. Mógł liczyć na przychylność króla Zygmunta Augusta, pasjonata astrologii i alchemii. Według Bugaja, Lorenz Dhur spolszczył wówczas swoje nazwisko na Twardowski (od łac. durus – twardy). Nieopatrznie jednak wmieszał się w spiski dworskie i „wywołał” dla króla „ducha” Barbary Radziwiłłówny. W rzeczywistości w roli widma wystąpiła piękna Barbara Giżanka, która dzięki temu zajęła miejsce u boku Zygmunta, popierając później na dworze inspiratorów tej intrygi - Jerzego i Mikołaja Mniszchów. Natomiast Dhur–Twardowski, jako niewygodny świadek, został zamordowany przez siepaczy potężnej rodziny Mniszchów, co legenda przekształciła w diabelskie porwanie z karczmy Rzym.
Tyle Bugaj, ale legenda żyje własnym życiem. W wieku XIX dokonała się zasadnicza ewolucja postaci Twardowskiego. Początkowo był to bliźniak duchowy doktora Fausta, zagłębiony w tajemniczych eksperymentach alchemicznych, wytrawny dworak, uczestnik intryg i spisków. Z cza-sem przeszedł kompletne przeobrażenie: z ubranego na czarno śledziennika ze szpicbródką otoczonego przez księgi, retorty i diabli wiedzą jakie instrumenta magiczne przeistoczył się w legen-dzie ludu polskiego w sztukmistrza, wesołka, wykorzystującego swój podejrzany sojusz z Piekłem w dobrych - poczciwych celach.
Jego drugie, budzące sympatię wcielenie szlachcica w kontuszu i przy szabli, kpiarza i zawadiaki, który gdy trzeba nawet diabła za rogi weźmie, stało się szczególnie popularne w czasach zabo-rów jako wcielenie polskiego charakteru i jego nieposkromionego ducha. Takim przedstawił go Mickiewicz w balladzie „Pani Twardowska”. I nieprzypadkowo diabeł występuje w balladzie jako istny Niemiec.
W XIX wieku w książeczkach sprzedawanych za trzy grosze na jarmarkach można było wyczytać zadziwiające przypadki imć Jana Twardowskiego. Ustalają się wówczas główne zręby legendy. Oto jego ojciec obiecał czartu za wydobycie go z bagiennej topieli oddać to, co ma w domu a cze-go się nie spodziewa – a był to właśnie nowo narodzony syn.
Dalej nasz bohater, już jako młodzieniaszek, wyrywa się Piekłu, niwecząc podstępny układ, po to, aby później samemu na Łysej Górze podpisać na byczej skórze cyrograf. Osobliwy warunek tego paktu z Mefistofelesem zakładał, że Twardowski po trzech latach używania życia z diabelską pomocą pojedzie następnie do Rzymu, aby tam zostać porwanym do piekła. Twardowski przez trzy lata bawił się setnie: dla zabawy kazał diabłu w Pieskowej Skale postawić sztorcem gigan-tyczny głaz zwany Maczugą Herkulesa, jeździł w powietrzu na kogucie (w jednym kapciu, drugim bucie, jak zapamiętała go ludowa piosenka), po Wiśle pływał łodzią bez wioseł, ale także uzdra-wiał czarami chorych biedaków, zaś dla wzbogacenia Polski nakazał czartom znieść bogate zasoby srebra i złożyć je w kopalni pod Olkuszem. Zdybany przypadkowo w karczmie o złowieszczej nazwie „Rzym” honorowo zrezygnował z ucieczki, albowiem słowo szlacheckie (verbum nobile esse debet stabile) zobowiązało go do wypełnienia warunków umowy.
Istnieją dwie wersje zakończenia tej historii. Według pierwszej Twardowski zgodnie z umową zadał Mefistofelesowi trzy warunki do spełnienia, zaś diablisko załamało się nareszcie w punkcie trzecim, kiedy to przyszło mu zamieszkać przez rok w roli męża z małżonką Twardowskiego, któ-ra uprzejmością, wdziękiem i urodą bynajmniej nie grzeszyła. Druga wersja opisuje porwanie Twardowskiego przez diabły z karczmy „Rzym” i jego cudowne ocalenie dzięki godzinkom do Najświętszej Marii Panny, którą sobie w stosownej chwili przypomniał i zaśpiewał lecąc w powietrzu. Czarci na dźwięk imienia Matki Boskiej pierzchli, pozostawiając mistrza na Księżycu, gdzie przebywa do dziś. Zawisł więc pomiędzy niebem i ziemią, czekając na koniec pokuty. Towarzyszy mu jego niezwykły rumak - kogut oraz zamieniony w pająka wierny służący, który co jakiś czas opuszcza się po nitce na ziemię, by przynieść znudzonemu samotnym pobytem na pustkowiu panu trochę świeżych wieści ze świata. Rozrywką mogła być dla niego trzykrotna wizyta amerykańskich astronautów (o czym w następnym odcinku „Archiwum X”). Ciekawi mogą odnaleźć w cza-sie pełni na lśniącej powierzchni Srebrnego Globu zarys sylwetki Twardowskiego, siedzącego na kogucie.
Jedyną pamiątką po Twardowskim jest lustro zawieszone w zakrystii bazyliki mniejszej (dawnej fary) pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Węgrowie.
Znany naukowiec Tadeusz Przypkowski w 1958 roku dokonał oględzin słynnego lustra. Tak zwane zwierciadło Twardowskiego jest prostokątną polerowaną płytą metalową o wadze około 17,8 kilograma i wymiarach 56 x 46,5 centymetrów oraz o grubości około 8 milimetrów. Biegnący wokół niej grawerunek (…) przedstawia roślinne arabeski w postaci falisto-spiralnych wici w ujęciu dwu linii prostych, krzyżujących się w narożniku w kwadracik z osobną w nim rozetą. Cały grawerunek (…) posiada wyraźne cechy złotnictwa poł. XVI w. Płyta zwierciadła została wykona-na z bardzo kruchego metalu, w skład którego wchodzi srebro, cynk i cyna.
Zwierciadło zostało w niewiadomym czasie rozbite na trzy części. Oprawione jest w ramę z drewna sosnowego, o szerokości 115 milimetrów, z orzechową okładziną barwioną na czarno Ramę obiega napis – lekko wypukłe, złocone litery układają się w zdanie: LVSERAT HOC SPECVLO MAGICAS TWARDOVIVS ARTES. LVSVS AT ISTE DEI VERSVS IN OBSEQVIVM, co można przetłumaczyć: Zabawiał się lustrem tym Twardowski, magiczne sztuki pokazując, lecz na służbę Bożą obrócone (to) jest. Jak wykazują badania Przypkowskiego, rama została wykonana w pierwszej połowie osiemnastego wieku. Lustro oprawiono w nią prawdopodobnie około roku 1711 na zlecenie księży ze zgromadzenia komunistów, którzy objęli w tym czasie opiekę nad węgrowskim kościołem pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, odbudowanym po zniszczeniach wojny północnej na zlecenie wojewody płockiego, Jana Dobrogosta Krasińskiego. W ręce wojewody zwierciadło trafiło jako spadek rodzinny po pradziadku Andrzeju, młodszym bracie biskupa Franciszka Krasińskiego. Dar ten miał charakter moralizatorski. W połączeniu z historią o cudownym ocaleniu Twardowskiego stanowił on komunikat skierowany do wiernych: nie ma takiej opresji, z której człowiek nie wydobędzie się dzięki szczerej wierze i modlitwie, a napis z jednej strony uznaje Twardowskiego za czarodzieja, z drugiej nie odmawia mu pobożności, a wszelkie nawet powieści ludowe mówią, iż w ostatniej chwili porwania swego przez diabła zyskał jedyny ratunek w pobożnej pieśni (Wójcicki).
Miałem szczęście zetknąć się ze słynnym zwierciadłem. Stało się to w 2005 r. przy okazji wypożyczenia go na wystawę „Legendy i tajemnice Krakowa”, organizowaną przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Lustro jest rzeczywiście bardzo ciężkie. Powierzchnię ma zmętniałą, nie-jednolitą, całą w nieregularnych plamach, z przecinającymi je jasnymi smugami. Nie mogę powiedzieć, bym nie czuł metafizycznych dreszczy podczas tak bliskiego kontaktu z Tajemnicą. Tym bardziej, że panie konserwatorki – wśród nich znana Czytelnikom „Gazet Węgrowskiej” Anna Gawrońska z muzeum w Krakowie - przygotowane na większe zabiegi renowacyjne przy ramie lustra, były wyraźnie zaskoczone: w ramie nie było ani jednego otworu wskazującego na obecność szkodników. A wiem, że wszystkie inne portrety w zakrystii mają krosna dziurawe jak rzeszota!
Przypomniała mi się natychmiast kolejna historia, opisana w książce „Odkrywanie sztuki, sztuka odkrywania” przez Izabellę Galicką i Hannę Sygietyńską, które w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, podczas inwentaryzatorskich wędrówek przy opracowywaniu kolejnego tomu Katalogu Zabytków w Polsce, dotarły do Węgrowa. Lustro miało być sfotografowane jako unikatowy zabytek rzemiosła artystycznego z szesnastego wieku. Pomimo przestróg proboszcza zdjęcie wykona-no. Ale… Po przyjeździe do Warszawy okazało się, że z 250 fotografii nie wyszła ani jedna. Szklana klisza pękła na pół. Oczywiście klisza, na której było lustro Twardowskiego. I dlatego nie figuruje wśród ilustracji katalogu węgrowskiego.
Jak widać, pamiątka po czarnoksiężniku nie straciła swoich figlarnych, magicznych właściwości i być może sprawi nam jeszcze niejedną niespodziankę, podobnie jak jej właściciel – Twardowski, szlachcic polski, mieszkaniec Księżyca, a dzięki zwierciadłu – trochę także obywatel Węgrowa.
Lustro zachowało jednak moc przyciągającą i co roku do Węgrowa przyjeżdżają ludzie, aby spotkać się z czymś ekscytującym i tajemniczym, czego tak bardzo brakuje w naszej – pragmatycznej do bólu – epoce. Jest też inspiracją dla działań artystycznych - powstały co najmniej dwa projekty z jego motywem. Pierwszy, rysunkowy jest mój (choć zainspirowany rzeźbą Laszczki), ale chętnie ustępuję miejsca wybitnemu rzeźbiarzowi z Białorusi, Aleksiejowi Pawluczukowi, który bardzo pomysłowo użył lustra jako basenu fontanny (lustro zwierciadła = lustru wody) z typowo szlachecką postacią Twardowskiego stojącą na księżycu.. Mam nadzieję, że ten projekt doczeka się kiedyś realizacji. A co Państwo o tym sądzą?