Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44806

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43142
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

I kto tu rządzi? Drukuj Email
czwartek, 01 listopada 2007 02:00
Do utartego od lat powiedzenia, że głową rodziny jest mąż i ojciec, walczące o równouprawnienie feministki wymyśliły drugą część informującą o tym, że kobieta jest szyją, która tą dumną męską głową kręci i to według własnego uznania.
Jako mężczyzna nie mam nic przeciwko takiej teorii, pod warunkiem jednak, że od tego kręcenia głowa mnie zbyt często nie będzie bolała. Jakby w sukurs rodzinie, nadeszły teraz takie czasy, że na ekonomiczną i finansową stronę rodziny ma wpływ praca tak męża, jak też żony, wskutek czego stosunki w rodzinach stały się jakby bardziej partnerskie i zanikają podziały obowiązków domowych na męskie i - za przeproszeniem - babskie. Mało tego, coraz więcej chłopów nawet z przyjemnością wykonuje takie czynności, do których za żadne skarby świata nie przyznają się podczas koleżeńskich rozmów i spotkań. Niektórzy podobno nawet mniej piją, żeby się po pijanemu nie wygadać.
Niejako z życiowej konieczności do łask wracają starsi członkowie rodzin – dziadkowie i babcie. I to nie tylko wtedy, gdy trzeba odebrać dziecko z przedszkola, czy też ugotować obiad. Z uwagi na zanikającą w szkołach działalność wychowawczą, w rodzinie potrzebny jest taki ktoś, kto wskaże lepszą drogę i na przykładzie własnych życiowych doświadczeń pomoże podjąć lepszą, bardziej odpowiednią decyzję, a już chociażby przez to, wpłynie na wychowanie młodszego pokolenia.
I jeszcze jedno. W naszym społeczeństwie panuje przekonanie, sam się z tym spotkałem, jakoby to babcie i dziadkowie bardziej kochali swoje wnuki niż kiedyś własne dzieci. Otóż wyrażam ostry i stanowczy sprzeciw przeciwko takim poglądom i stwierdzam, że dziadkowie i babcie po prostu w bardziej widoczny sposób okazują swoje uczucia wnukom. I tak jak niegdyś za swoich młodych lat opiekowali się swoimi dziećmi, tak teraz, gdy ich dzieci już teraz takiej opieki z czułością włącznie nie potrzebują, czy też nie wymagają, okazują te uczucia wnukom i wnuczkom, czasem tylko troszcząc się o nie może nieco ponad potrzeby. Trudno przecież wyobrazić sobie sytuację, aby moja na przykład prawie trzydziestoletnia córka siada-ła mi na kolanach. Co innego wnuczek lub wnuczka, no nie? Tak było, tak jest i tak będzie w przyszłości, gdyż jest to korzystne rozwiązanie dla każdej z zainteresowanych stron.