Statystyki

Użytkowników : 6
Artykułów : 33
Zakładki : 10
Odsłon : 8181

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   324
  • Kategorii:   14
  • Odsłon:   11436
  • Komentarzy:   3
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Reklama


Sarepta - jak cicha przystań Drukuj Email
poniedziałek, 01 października 2007 02:00
Słońce oświeca złote liście, promienie przebijają się przez ich konary i delikatnie oświetlają budynek znajdujący się tuż za nimi. Niejedną jesień już on pamięta. Przeżył swoje burzliwe lata, teraz stał się ostoją spokoju i ciszy w środku miasta, przyjmuje w swoje progi tych, którzy tak jak on pragną godnie spędzić jesień życia. Nazwano go Sarepta, nawiązując do miejscowości, gdzie wdowa ugościła proroka i dzięki temu nie zabrakło w jej domu mąki i oliwy. I rzeczywiście, przychodząc tutaj ma się wrażenie, że mieszkańcom niczego nie brakuje. Z uśmiechniętymi twarzami mówią, jak im tu dobrze. Opiekują się nimi między innymi siostra Aniela Kawulok, mieszkająca tutaj od 1963 roku i ksiądz Bogdan Wawrzeczko, od których dowiaduję się nieco o codzienności i historii tego miejsca.

GWę: Ile osób obecnie mieszka w Domu Opieki Sarepta?
Aniela Kawoluk: Obecnie mieszka tutaj 14 osób, trzech mężczyzn i jedenaście kobiet. Najstarsza mieszkanka domu ma 89 lat, a najmłodszy 78. Każdy ma umeblowany wedle swojego gustu pokoik, łazienki są na korytarzach.
GWę: Jak tu wygląda życie na co dzień?
AK: Jeśli chodzi zwykły dzień, to codziennie rano o 8.30 spotykamy się na modlitwie i śniadaniu, o 13.00 na obiedzie, a o 18 na kolacji. Najczęściej mieszkańcy sami organizują sobie czas, mamy tutaj duży ogród, często też chodzą na spacery, albo po prostu oglądają telewizję. Czasem organizujemy im jakieś zajęcia, na przykład wspólne czytanie. Jeśli jest taka możliwość, to staramy się robić też wycieczki, ostatnio nie udał nam się niestety wyjazd do strusi, ale wcześniej jeździliśmy do Warszawy i Mikołajek. Jednak takie eskapady uzależnione są głównie od stanu zdrowia podopiecznych.
ks. Bogdan Wawrzeczko: Siostra Aniela mówi o domu, więc ja powiem coś o siostrze Anieli. Można ją wszędzie rozpoznać, bo jako jedyna w Węgrowie chodzi tak ubrana. Jest rodowitą góralką, pochodzi z diakonatu w Dzięgielowie. Do Węgrowa została wysłana na miesiąc na zastępstwo i od 44 lat ten miesiąc się jeszcze nie skończył, kiedyś była ich czwórka, teraz jest tutaj sama. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania tego domu bez siostry Anieli, jest ona jego duszą, dba o dobry klimat i samopoczucie mieszkańców. Ja jestem trzecim księdzem, który tu mieszka na stałe, a ona jest cały czas.
GWę: Dom Opieki Sarepta należy do parafii ewangelicko–augsburskiej w Węgrowie, która jest najstarszą parafią w diecezji warszawskiej. Może tak w pigułce o jej historii?
BW: Dom opieki powstał w 1963 roku, na początku było to kilka budynków w okolicy. Ten budynek, w którym znajduje się obecnie, był kiedyś plebanią, która została wybudowana przez warszawiaków. Stało się tak dlatego, że książę Janusz Mazowiecki wydał edykt przeciw innowiercom na Mazowszu. Luteranie z tamtych okolic mieli dwie możliwości spotykania się: albo mogli przenikać do ambasad, albo szukać najbliższego kościoła ewangelickiego, a taki właśnie znajdował się w Węgrowie. Dlatego też parafia węgrowska była przez jakiś czas macierzystą parafią dla Warszawy. Do jej powstania przyczynił się bardzo Bogusław Radziwiłł, który należał do kościoła ewangelicko-reformowanego, a był właścicielem tych ziem. Podczas reformacji został spalony w Węgrowie co najmniej jeden kościół, mówię tutaj o tym, który znajdował się w miejscu obecnego - na cmentarzu. Ewangelicy zabiegali o możliwość jego odbudowy. Węgrów był wtedy terytorialnie pod władzą biskupstwa łuckiego. Biskup po długich prośbach wydał postanowienie, że ewangelicy mogą odbudować kościół w Węgrowie pod warunkiem, że zrobią to w przeciągu jednej doby. Więc kupili oni stary spichrz ze Starejwsi i złożyli go w ciągu jednego dnia.
GWę: Na cmentarzu oprócz bardzo starych, zabytkowych grobów jest też miejsce, gdzie są całkiem nowe. Często zdarzają się tutaj jeszcze pochówki?
BW: Jest to cmentarz parafialny, a w związku z tym, że jest to parafia niewielka, pochówki zdarzają się teraz rzadko. Jest tam kilka ciekawych grobów, np. tkaczy szkockich, których sprowadzili tu Radziwłłowie, czy Edwarda Marskiego, który zginął w bitwie pod Węgrowem. Najbardziej martwi mnie to, że ludzie nie szanują cmentarza, często zdarza się, że wyrzucane są tam śmieci. Niektórym po prostu brak szacunku. Bardzo bym chciał odrestaurować to miejsce, bo może być to naprawdę ładna wizytówka Węgrowa.
GWę: Wracając do domu opieki - jest was tam bardzo mało, jak sobie radzicie?
BW: Dom jest malutki i przez to narażony jest na różne problemy finansowe, bo wiadomo, że bardziej opłacalne jest prowadzenie domu na 80 osób niż na kilkanaście. Ale ma też to swoje zalety, bo dzięki temu jesteśmy bliżej stworzenia rodzinnej atmosfery. Mieszkańcy tutaj do-brze się znają, żyją ze sobą od lat, przyjaźnią się. Poza siostrą Anielą pracują tu też inni ludzie, którzy są bardzo rzetelni w tym, co robią.
GWę: Czy poza samą opieką nad ludźmi starszymi zajmujecie się czymś jeszcze?
BW: Dzisiejsze zadania parafii to głównie prowadzenie Domu Opieki Sarepta i praca duszpasterska, ale staramy się też działać na rzecz miasta. Na przykład sprowadziliśmy grupę klau-nów do przedszkola. Jeśli coś robimy jako parafia, to zawsze staramy się pamiętać o domu opieki, czasem robimy rzeczy, które nie są związane z domem, np. mieliśmy tu w tamtym roku plac zabaw z dmuchanym zamkiem dla dzieci.
GWę: Jak są państwo odbierani przez mieszkańców Węgrowa?
BW: W ogóle dla mieszkańców Mazowsza to jest troszeczkę egzotyką, że dzieci księdza chodzą do przedszkola czy szkoły. Tak jest i w naszym wypadku. Bardzo dobrze współpracuje nam się z władzami miasta. Węgrów był kiedyś miastem wielowyznaniowym, warto o tym pamiętać i łamać stereotypy, że Polak to katolik.
GWę: To może jeszcze na koniec kilka słów o sobie...
BW: Pochodzę z Cieszyna, sprowadziłem się tu z żoną i dziećmi rok temu, wcześniej praco-wałem w Gliwicach, Mikołowie i Tychach. W kościele ewangelickim proboszczem można zostać na dwa sposoby, jeden jest stabilny, drugi niestabilny. Stabilny polega na tym, ze parafia ogłasza wybory na proboszcza i jest on wybierany spośród kandydatów, którzy się zgłoszą. W związku z tym, że mój poprzednik został wybrany właśnie w takich wyborach i tutaj zrobiło się wolne miejsce, to ja zostałem proboszczem mianowanym i przeniesiono mnie do Węgrowa.
GWę: Więc jak się państwu podoba w Węgrowie?
BW: W Węgrowie jest całkiem inaczej niż w dużym mieście. Na początku ciężko nam było się przestawić, ale to miasto ma mnóstwo swoich zalet: jest bezpiecznie, ludzie żyją spokoj-niej. Moja żona zawsze marzyła, żeby mieszkać na wsi albo w małym miasteczku, a ja chciałem się zmierzyć z prowadzeniem małej parafii. Obydwa marzenia spełniły się nam właśnie tutaj.