Statystyki

Użytkowników : 34
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44538

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43113
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Imię ma po Mickiewiczu w poezji kroczy własną drogą Drukuj Email
poniedziałek, 01 października 2007 02:00

Tym razem zamieszczamy wiersze niemające nic wspólnego z Iwą. To spełnienie naszych oczekiwań – zapowiadaliśmy na początku, że będziemy dążyli, by to gazetowe forum poetyckie się rozszerzało. Iwa dała początek, dała inspirację, dała nazwę tej rubryce. Jest jednak drzewem na tyle rozłożystym, że zmieszczą się na nim wiersze reprezentujące różne środowiska i różne szuflady.
Adam Szewczyk ma 19 lat. Jeszcze pół roku temu był uczniem Mickiewicza (ha! jakie byłoby to piękne! – niestety, tylko LO im. Mickiewicza). Choć na tych łamach już się kiedyś pojawił, to jednak nigdy jako poeta. Na naszą prośbę napisał o sobie tak: „Z nudów czytam książki Kinga, z zamiłowania piszę wiersze, z natury jestem marzycielem, z konieczności studiuję na MEiL-u na Politechnice Warszawskiej, z błyskiem w oku poznaję innych i siebie, z ciekawością czekam na jutrzejszy dzień, z wyboru idę tam gdzie chcę.” Życzmy mu zatem, żeby jego wybory były trafne.


Spokój

Odczuwam spokój
jakbym wszedł do ciemnego pokoju
pełnego mroku
ukryty w rozkoszy cieniach
aż nie do uwierzenia
ogrom cierpienia
lecz mimo tego odczuwam spokój
jakbym leciał w powietrzu
chwilę po samobójczym skoku
próbujący odnaleźć siebie
co spada bezszelestnie w niebie
zdala od ciebie
Lecz mimo tego odczuwam spokój
tak jak gdy wszystko już osądzone
podczas wydania wyroku
bezsilny bezwolny obojętny
jak kukła uwikłana w pręty
w niewinności nieugięty
lecz mimo tego odczuwam spokój
jak człowiek co stracił wszystko
w falach potopu
zaczynam życie od nowa
co dnia zmiana gotowa
w inny towar
Już wiem czemu odczuwam spokój
co spłynął jak łza najczystsza
po moim oku
prawdziwa miłość i wiara
prawie a doskonała
w objęciach mojego ciała
Spokój

 

Tętno przeznaczenia

Śmierć boli barwniej i okrutniej,
Gdy ludzie nie mając sumienia,
Starają się zmienić utarte w los lutnie,
Co nie przestaną grać już przeznaczenia.
Miejcie więc litość i umierać dajcie,
Powoli dążyć do unicestwienia,
Bo boli bardziej niż ciała rozdarcie,
Nieugaszony promyczek – Nadzieja.

 

***

Nauczyli cię w gwiazdach widzieć światło,
Ugasili ciepło księżyca i przywlekli cię na ziemię.
Mówili przy tym „bój się ludzi”.
Wytrenowali w tobie skomplikowany mechanizm reakcji,
Jaki nazwali odwagą i strachem.
Intuicję zagłuszyli zdrowym rozsądkiem.
Teraz ich nie ma.
Idziesz sam ulicą, słysząc tylko rytmiczny odgłos marszu.
Wiatr wieje ci przez czapkę, wydając zadziwiająco delikatny świst.
Powiedziałeś: zadziwiający?
Wszystko jest naturalne, normalne.
Normalne jak teoria względności.
Mijasz drewniane domy, lecz nie są już to te zwykłe deski.
Te deski żyją i czekają na twój ruch,
Przyczajone do skoku, znieruchomiałe jak posągi...
...Odetchnąłeś, już miasto daleko,
Odgradzają cię od niego gałęzie.
Bezczelnie przypominają ręce.
„Kiedyś na tych drzewach nie wisiały tylko liście.”
Brednie! Bój się ludzi.
Czego się teraz boisz? Jest tu pusto.
Tylko ty i świat.
Nikt cię nie obroni przed sprawiedliwością.
Za dużo zła.
A jednak odzywa się w tobie dziecko.
„Słuchaj synku - duchów nie ma
To co za mną idzie mamo!?”
Odwracasz się i widzisz martwą normalność.
Natrafiając stopą na liść, omal nie wyszedłeś z siebie.
Czego się boisz? Jest tu pusto.
„Czemu nie dasz mi spokoju?”
„Nie mogę jestem twoim sumieniem.”