Statystyki

Użytkowników : 34
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44545

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43113
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Ostatni guzik. O wybieraniu Drukuj Email
poniedziałek, 01 października 2007 02:00
Życie upływa nam na nieustannym opowiadaniu się za czymś lub przeciwko czemuś, dlatego ten czas – przed kolejnymi wyborami – nie powinien być jakoś szczególnie absorbujący. W końcu tak zaprawieni w codziennym podejmowaniu mnóstwa decyzji, nie powinniśmy mieć kłopotu i z tą kolejną: gdzie postawić krzyżyk. A jednak, gdy gęstnieje atmosfera przekrzykiwania się na tym targowisku próżności, przychodzi pokusa, by wymknąć się niepostrzeżenie i uciec, poszukać ciszy, spokoju, normalności. Dochodząc jednak do takiego punktu, jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo gdy stajemy przed pokusą, sprawa jest prosta: albo ulec jej, albo ją przezwyciężyć.
Pokuso ucieczki, pokuso ukrycia się, schowania w kąt, za czyjeś plecy, pokuso nieuczestniczenia, umywania rąk, odwieczna pocieszycielko leniuchów. Jakie szczęście, że wciąż przegrywasz i choć jakieś tam osiągnięcia masz - trzeba ci przyznać - to jednak ten świat wciąż popychają do przodu ci, którym zależy, którym nie jest wszystko jedno.
Niemałym trudem jest wybieranie. Niemałym i niezwykle poważnym – może nawet najważniejszym ze wszystkich naszych trudów. Ale jeśli wybieramy „BYĆ”, wchodzimy w konieczność nieustannego wybierania aż do końca życia. Znamy dobrze to zakończenie wiersza „Jeździec” Jerzego Lieberta: Uczyniwszy na wieki wybór, / W każdej chwili wybierać muszę. Cytat wyeksploatowany do cna, ale widać bliski przekonaniom wielu, którzy – niekoniecznie na gruncie kontemplacji religijnej, jak ów poeta, ale zwyczajnie – poszukują sensu egzystencji.
Kto wie, może nawet trzeba by przekonać Kartezjusza – jeśli jeszcze nas słyszy – że nie: „myślę, więc jestem”, ale: „wybieram, więc jestem”. Nie polemizowałby na ten temat zażarcie, bo przecież to równoznaczne sentencje. Skąd bowiem trud wybierania? Ano z trudu myślenia!

Gdy patrzę na moich uczniów, którzy po raz pierwszy pójdą do urn, myślę o tym ich etapie życia. Myślę o tym etapie życia w ogóle. Bo ich wybór dokonany 21 października rozpłynie się jako maleńka kropla statystyczna, anonimowa i - wydawałoby się - nie taka znów nie-zbędna, i nie tak bardzo wyznaczająca ich dalszy los. Ale te wybory, których konsekwencją będzie zawód, wykształcenie, pozycja społeczna i wreszcie ten związek z drugą osoba – oto przełom!
Czeka ich za siedem miesięcy matura – i w tej perspektywie też musieli dokonać wyboru: między innymi mieli obowiązek zadeklarowania tematu, wybranego jako problem referowany na ustnym egzaminie z języka polskiego. Deklaracja deklaracją, ale jeśli ktoś uzna za dwa miesiące, że ten wybór był nietrafny, nie ma sprawy. Deklarację można wyrzucić do kosza i złożyć nową. Kosztuje to tylko tyle, co stracony czas. Co innego decyzje życiowe. Te nie mieszczą się w żadnym koszu. Jeśli trafne, mogą być źródłem szczęścia, ale jeśli błędne lub zaniechane, mogą stać się ciężkim, bolesnym garbem.
Więc trzeba podejmować trud wybierania i trzeba podejmować trud myślenia, a jeśli zbyt ciężko – warto rozejrzeć się za czymś, co uprości to, co nadmiernie pogmatwane. Albo za kimś. Może na przykład za kimś takim, kogo miał na myśli Norwid, tęskniąc Do tych, co mają tak za tak - nie za nie – / Bez światło-cienia.