Statystyki
Użytkowników : 6Artykułów : 33
Zakładki : 10
Odsłon : 8181
Statystyki galerii
- Zdjęć: 324
- Kategorii: 14
- Odsłon: 11436
- Komentarzy: 3
- Głosów: 43
- Tagów: 0
Reklama
| Na Dni Węgrowa przywieźli deszcz, ale rozpogodzili ducha |
|
|
| sobota, 01 września 2007 02:00 |
|
W programie Dni Węgrowa najważniejsze są - rzecz jasna – chwile podniosłe, o których tu i ówdzie w tym numerze wspominamy: odsłonięcie pomnika, nadanie imienia rondu, odznaczenia. To, co jest tylko dodatkiem dla uczestników ceremonii, dla masowego odbiorcy jest gwoździem programu (nieważne, że ostatnio słowo gwóźdź nabrało nieoczekiwanie nowego znaczenia – tu pozostajemy przy tradycyjnym). Dla wielu, których i nie za piękna pogoda nie zniechęci-a, najważniejsze były występy estradowe, a niektórym udało się nawet Iwana Komarenkę i Jamala zagadnąć o parę spraw. Anna Romańska: Czy to pana pierwsza wizyta w naszym mieście? Iwan Komarenko: W Węgrowie grałem. Chyba dwa lata temu. Tak, tak podobna impreza. Dni miasta. Chyba tylko w innym miejscu graliśmy - gdzieś troszeczkę poza miastem. I jak się panu tu podoba? Troszeczkę za krótko jestem. Dopiero co przyjechałem i z przykrością stwierdzam, że zaczęło padać. No, niestety. Pogoda w kratkę. Przywieźliśmy chyba deszcz z Warszawy, ale postaramy się za pomocą czarów marów rozpędzić te chmury. Tańczył pan w „Tańcu z gwiazdami”, prawda? Czy to jakoś zostało, bo zapał do tańca jest, prawda? Ja się urodziłem z zapałem do tańca. Podchodzę do tego w sposób naturalny. To było we mnie, jest i pewnie zostanie. Akurat trafiła mi się taka okazja, żeby zatańczyć w „Tańcu z gwiazdami” i skorzystałem z tego. Jeszcze bardziej się przekonałem, że kocham to. Z tym że taniec jest na drugim miejscu, śpiewanie jest na pierwszym. Po prostu muzyka we krwi. Chyba tak. Chyba muzyka we krwi. I już nie wiem, co musiałbym zrobić, chyba nie ma takiej siły. A kto pana wspiera w trudnych chwilach? Bo wiadomo, że i takie są. Takich chwil jest bardzo dużo, szczególnie w takim szalonym, zwariowanym życiu. Moi znajomi, bliscy znajomi, których wybrałem na dobre i na złe. Można powiedzieć, że są to moi przyjaciele. Wspiera mnie, przede wszystkim, mój manager, z którym mam kontakt nie tylko w sprawach zawodowych, że dzwoni np. raz na tydzień i mówi, że gdzieś tam gramy, nie, mogę do niego dzwonić codziennie w sprawach nawet zupełnie prywatnych. Znamy się bardzo długo, właściwie czwarty rok. Z managerami to różnie bywa. Znaleźć dobrego managera to jest wielka sztuka. Bo z managerami to nie jest tak, jak się wydaje, tak, jak ze sponsorami, czy z kimś tam, czy nie wiem. Ludzie np. mówią: trzeba wydać płytę, no to szukamy sponsora. Nie, nie, bo sponsorzy nie chodzą tak sobie po ulicy i proponują swoje możliwości z pieniędzy, nie. Tak samo z managerami. Znaleźć dobrego managera to wielka sztuka i ja akurat znalazłem, i jest to człowiek nie tylko jako zawodowiec, specjalista, ale i jako człowiek. A co może nam pan powiedzieć o swoich planach na przyszłość? Moje plany na przyszłość? Są, oczywiście, takie plany, których nie będę wyjawiał, bo to jest tajemnica, ponieważ sam nie wiem, czy z tego coś wyjdzie. Natomiast jeśli chodzi o takie plany, które nie są owiane żadną tajemnicą, to jest nagrywanie moich nowych piosenek i na-grywanie później płyty. Co jeszcze - z rzeczy prywatnych - właśnie, kupienie mieszkania mo-im rodzicom w październiku. Co jeszcze... planuję taki jeden duet z jedną osobą. To też jest tajemnica. To będzie trochę szokiem dla mediów, bo żadna osoba by się nie odważyła, czegoś takiego zrobić, a ja to zrobię. Bo czasami trzeba w jakiś sposób zaskakiwać. A ja lubię zaska-kiwać. I czasami trzeba. I trzeba, bo jak nie będę zaskakiwał, to po prostu się znudzę. Ale przede wszystkim nagrywa-nie piosenek. Nie będę się pakował w żaden taniec na lodzie itd. Dla mnie główna jest pio-senka. Nawet nie aktorstwo, tylko piosenka i ja będę w tym działał. Mam nadzieję, że te nowe piosenki, które nagramy, bardzo spodobają się państwu i wszystkim. MP, IG: Pierwszy raz w Węgrowie? Jamal: Tak. Z tego, co pamiętam - tak. Słyszeliście coś o tym miasteczku? Słyszeliśmy, że tutaj są najpiękniejsze kobiety na świecie. Dziękujemy. Miło nam... A jak odebraliście węgrowską publiczność? No, super, wiesz. Niestety, to jest jedna z takich imprez, kiedy jest tu jakiś festyn, ale bawię się doskonale, nawet w takich warunkach. A komu zawdzięczacie swój sukces? Zdaje się, że jemu. To jest człowiek z Wrocławia, który ma na imię Gryzli. Czyli? Kamil. Czy zanim zaczęliście pracować w zespole mieliście jakiś kontakt z muzyką? Jasne. Ja już robię w muzyce jakieś 22 lata. Jakie macie plany na przyszłość? Z planów na przyszłość? - chciałbym umrzeć. Dlaczego? Może jakaś trasa koncertowa? To jest jedyny plan, którego jestem pewny. rozmawiały A. Romańska, M. Paśniewska i I. Grudzińska opracowanie tekstu red. |
Archiwum
