Statystyki
Użytkowników : 6Artykułów : 33
Zakładki : 10
Odsłon : 8181
Statystyki galerii
- Zdjęć: 324
- Kategorii: 14
- Odsłon: 11436
- Komentarzy: 3
- Głosów: 43
- Tagów: 0
Reklama
| Mocny wieczór na Sowiej Górze |
|
|
| środa, 01 sierpnia 2007 02:00 |
|
Trzeba coś zrobić z tymi rajdami samochodowymi po Sowiej Górze. Powstała już cała droga wyjeżdżona od południowej strony z łąki na szczyt wzgórza, czyli nie był to odosobniony przypadek. I jeszcze: koniec ze śmieceniem! Bo to nasz kraj i nasze strony. Tutaj mieszkamy. I to my będziemy musieli za to zapłacić. Jestem na Sowiej Górze pod Jarnicami. Wspaniałe słońce zalewa rozległy pejzaż. Pachną kwiaty i zboże. Wzrok błądzi w przestrzeni, unosząc ducha ludzkiego na podniebne wyżyny. I może wzniósłbym się jeszcze wyżej, gdyby nie... majteczki w kropeczki. Dodaję, że nie chodzi tu o część damskiej bielizny, lecz o tytuł nieśmiertelnego hitu supergrupy Bayer Full. Kawałek jak kawałek, do przeżycia, ale nie wtedy, gdy rąbie z taką mocą, że ptaki zrywają się z drzew stadami. Patrzę w dół: nad rzeką zażywa wywczasów młodzież. Wakacje w pełni, trzeba więc wyskoczyć „na przyrodnicze łono”, jak mawiał niezapomniany sierżant Szawełło. A skacze się super bryką z full wypas sprzętem grającym, odkręconym na maksa. No i cała okolica w promieniu kilometrów słucha tego samego, co właściciele bryki, którzy mają się w tej chwili za królów życia i dobroczyńców ludzkości. Z dołu aż na sam szczyt dochodzą także odgłosy euforyczne wydawane przy kąpieli przez plażowiczów. Takie stężenie wyrazów nienadających się do druku (przepraszam za archaiczne wyrażenie - przecież obecnie wszystko nadaje się do druku) występowało kiedyś tylko w ciężkich więzieniach dla recydywistów. Gdyby słowa miały zapach, smród zatrułby całą okolicę i trzeba by było ewakuować Liw, Grodzisk i Pierzchały na dodatek. Bluzgów tych jednak nie wydalali z siebie żadni kryminaliści, tylko młodzież, sam kwiat narodu. I nie ma się co dziwić. Obecnie to normalny sposób komunikacji międzyludzkiej w naszym kraju. Wystarczy przejść się po jakimś dworcu PKS w czasie roku szkolnego i posłuchać. Jak ktoś nie wtrąci .... co dwa słowa, to jakby nic nie powiedział. Nie koniec wrażeń. Nagle widok kosmiczny - zza garbu Sowiej Góry, od strony jej najbardziej stromego zbocza wyłania się biały jeep, po czym robi szybką rundkę na szczycie i odjeżdża tryumfalnie w siną dal. Można by gratulować wyczynu sportowego, ale rzeczony wóz rozjeżdża morenowe wzgórze! I jeszcze zakręcił na polu. Cudzym polu, na którym rośnie zboże. A raczej rosło, bo teraz zostało wygniecione przez różnych takich „sportowców”. Kiedyś chleb upuszczony na ziemię całowało się z szacunkiem. Dzisiaj Norwid nie miałby o czym pisać i za czym tęsknić - nie ma już kraju gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba. Natomiast nigdy nie działało u nas inne tabu - sprzątanie po sobie. Niech tam sobie jacyś sztywni Angole zbierają butelki, plastiki i pety po imprezie w plenerze. Ułańska to fantazja, budząca szeroki aplauz towarzystwa każe pyrgnąć pustą flachę do rzeki, puścić na wiatr torbę po chipsach, naświnić wokół siebie tak, żeby wszyscy potem wiedzieli, jak się państwo bawią. Kiedyś było jeszcze gorzej - traktory na Sowią Górę ciągnęły całe przyczepy gruzu i odpadków. Odkąd władze gminy Liw doprowadziły do zasypania dołów i ustawienia bariery z głazów w poprzek wjazdu, proceder śmieciarski ustał. Ale poprawiacze świata pracują już i nad tym. Jeden z głazów odsunięto i obecnie można wjechać na szczyt wzgórza jak dawniej. Tylko patrzeć wizyty z większym ładunkiem. I tak to było na Sowiej Górze w lipcowy wieczór. Poza tym widoki - jak zwykle przepiękne. |
Archiwum
