Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 45034

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43568
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

W przedwojennym Węgrowie z Michałem Czapskim Drukuj Email
środa, 01 sierpnia 2007 02:00
Zajączkowscy i Wangratowie
W tej samej pierzei rynkowej co fabryczka octu mieściła się w szeregu drewnianych sklepików żydowskich księgarenka Zajączkowskich. Prowadziła ją wdowa po architekcie powiatowym, który zbudował sobie dość wytworny i ponury dom w ponurym ogrodzie nad Strugą w miejscu, gdzie skręca się w ulicę Piwną. Pozostawił trzech synów, z których jeden pracował w PZU, drugi uczestniczył w jakichś spółkach samochodowych, trzeci zaś wyrabiał pierniki w Toruniu. Nie wiem, kiedy umarł Zajączkowski, jeden z autorów kościoła w Sadownem [zm. w 1904 r., pisaliśmy o nim w numerze 308 z listopada 2006 r. – przyp. red.]. Pamięć moja nie sięga też czasów Henryka Wangrata, budowniczego neogotyckiego kościółka na cmentarzu katolickim. Za to pani Józefa Wangratowa stoi mi w oczach jak żywa. Szczupła, więcej niż średniego wzrostu, w zimie nosiła szubę podbitą lisami i mufkę. Bywała często u matki na porannych wizytkach. Obie lubiły się bardzo i prowadziły długie, ożywione rozmowy. Pomimo różnicy wieku doskonale się rozumiały. Umysł sędziwej kobiety jakoś nie podlegał starczym przeobrażeniom i nie gorszyły jej nigdy zmiany nastałe po wojnie w obyczajach ludzkich, modzie czy lekturze. Obydwaj jej synowie, Jasio i Stasio, założyli własne domy, ożeniwszy się - jeden z Melą Ilczukówną, a drugi z Helą Ufnalówną z pierwszego Gaju. Kochała obydwóch jednakowo, uważając ich wciąż za małych chłopaków. Nie była jednak wobec dzieci bezkrytyczna. A ci dwaj - w jej oczach ciągle młodzi chłopcy - przeobrażali się powoli w prawdziwych ojców miasta i w niedalekiej przyszłości mieli bardzo poważnie zaważyć na jego życiu i oświatowym, i technicznym, i towarzyskim. Obydwaj byli przedstawicielami kultury Zachodu, w jej najlepiej przystosowującym się do naszych warunków wydaniu. W żyłach ich płynęła krew nieustępliwych w walce z oporem materii Holendrów i niemałą wrodzoną fantazję umieli spalać w muzyce, zabawach ogólnych, pracy.

Zakochani w Węgrowie
Mało kto dziś jest w stanie powiedzieć, czym byli Wangratowie dla Węgrowa. Stanisław, studiujący w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie, zostaje niebawem wykładowcą ma-tematyki w nowo otwartym gimnazjum sejmikowym. Starszy, Jan, już pracował w powiatowym zarządzie drogowym. Zmieniali się wykładowcy w miejscowym gimnazjum, zmieniali się inżynierowie drogowi, a ci dwaj tkwili nieustannie na stanowiskach, zakochani w rodzinnym mieście, choć bynajmniej niebliscy mentalności zaściankowej. Janka pamiętali i mile wspominali starzy bywalcy na balach Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego. On jednak przedkładał nad gwar stolicy maleńki, zabity deskami Węgrów z zabawami w sali pocerkiewnej i z tym trudnym, a właściwie niemożliwym do oddania nastrojem niewielkiej grupki ludzi, nastawionych niezwykle towarzysko i życzliwie jeden do drugiego. Wystarczyło im to za teatry warszawskie i warszawski świat towarzyski. Ale to nie wszystko. Mieli ci dwaj profil psychiczny szczególny, przybliżający ich do współmieszkańców i wzbudzający sympatię szerszego otoczenia. Jednocześnie inni byli od tego otoczenia. Mieli w sobie coś nieuchwytnego z pozoru, w charakterze ich była taka inność, taka różność... I to właśnie dziwnie ich zbliżało do życia współczesnego, co nadchodziło wszędzie wielkimi krokami. Byli do niego doskonale przygotowani i cechy ich umysłowości w pracy pokojowej były bardzo cenne. A tak było tego mało w miąższu psychicznym społeczności naszej.
[za zgodą Autora – fragmenty książki
Życie towarzyskie i wszelakie życie Węgrowa
lata 1920 – 1929,
TKŚ Pogwarki Węgrowskie, Węgrów 1998]