Statystyki
Użytkowników : 6Artykułów : 33
Zakładki : 10
Odsłon : 8181
Statystyki galerii
- Zdjęć: 324
- Kategorii: 14
- Odsłon: 11436
- Komentarzy: 3
- Głosów: 43
- Tagów: 0
Reklama
Najtańsze noclegi Wrocław - duży wybór. Najtaniej- hotel kraków rynek - sprawdź. Tanie Kwatery Zakopane Zobacz!| We Lwowie można się zakochać |
|
|
| niedziela, 01 lipca 2007 02:00 |
|
JG Uczestniczka pielgrzymki Szkoda gadać i szkoda słów Ni masz, ni masz jak miasto Lwów! Nie masz – jak to ! – ta joj – ta idź! Ta chcesz szczęśliwym być - To jedź do Lwowa! (ze starej piosenki lwowskiej) Popołudniową porą 8 czerwca pobłogosławiona przez ks. prałata Hipolita Hryciuka 46-osobowa grupa pielgrzymów z ks. Wiesławem Niemyjskim wyruszyła do Lwowa. JG Uczestniczka pielgrzymki Szkoda gadać i szkoda słów Ni masz, ni masz jak miasto Lwów! Nie masz – jak to ! – ta joj – ta idź! Ta chcesz szczęśliwym być - To jedź do Lwowa! (ze starej piosenki lwowskiej) Popołudniową porą 8 czerwca pobłogosławiona przez ks. prałata Hipolita Hryciuka 46-osobowa grupa pielgrzymów z ks. Wiesławem Niemyjskim wyruszyła do Lwowa. Mimo czterokrotnej awarii autokaru dzięki wysiłkowi kierowcy dotarliśmy o północy do przejścia granicznego. Tu czekała nas następna niespodzianka – dwugodzinne oczekiwanie na uruchomienie komputerów (awaria systemu). Wreszcie zmęczeni o godzinie 6.00 czasu naszego (7.00 czasu miejscowego) dotarliśmy do Truskawca. Tu nas zakwaterowano. Truskawec leży u podnóża Karpat. To jeden z najstarszych kurortów w Europie (Europie początków XIX wieku). Obecnie znajduje się tu 19 sanatoriów, 20 pensjonatów oraz uzdrowiska dla dzieci. Lato jest tu dosyć ciepłe, stosunkowo łagodna zima, wczesna wiosna, sucha i ciepła jesień. Na terenie Truskawca korzystać można z różnych typów podziemnych wód mineralnych. Najbardziej znana to „Naftusia” sprzyjająca rozkruszaniu kamieni żółciowych, działająca przeciwzapalnie, polepszająca procesy trawienne w organizmie. Mineralne wody Truskawca mają zastosowanie także przy leczeniu na przykład górnych dróg oddechowych, w hydromasażu dziąseł. Popularne są też kwaśne kąpiele, pomagające w leczeniu chorób serca, cukrzycy i zaburzeń przemiany materii. Oczywiście wszyscy spróbowali różnych wód mineralnych, na kąpiele nie było jednak czasu. Po śniadaniu, mimo nieprzespanej nocy, wyruszyliśmy do Lwowa. Przez kilka stuleci był on polskim miastem, toteż dużo tu miejsc związanych z dziejami naszej ojczyzny. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Cmentarza Łyczakowskiego, by uczcić pamięć spoczywających na nim tysięcy Polaków. Na 40 hektarach znajduje się bowiem około 20 tysięcy nagrobków. Przy grobie Marii Konopnickiej zapaliliśmy znicz, wiele osób zatrzymywało się i modliło przy miejscu pochówku między innymi Gabrieli Zapolskiej, Władysława Bełzy, Artura Grottgera, Juliusza Ordona. Niedawno oddaną do użytku drogą dotarliśmy na Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie pochowani zostali młodzi obrońcy tego miasta z czasów wojny polsko – ukraińskiej w 1919 roku. Przewodnik przybliżył nam historię cmentarza, przypomniał czasy, kiedy wjechały tu radzieckie czołgi, by zrównać go z ziemią, a na tym miejscu zrobić wysypisko śmieci. Chciano zniszczyć także Łuk Chwały, ale stalowa lina pękła i filar przetrwał. Obecnie nekropolia po renowacji i otwarciu w czerwcu 2005 roku przez prezydenta Polski i Ukrainy nie przypomina już czasów barbarzyństwa. W równych rzędach znajdują się tu kwatery poległych, a na nich ustawione są białe krzyże. Po odmówieniu modlitwy i zapaleniu przez księdza Wiesława znicza udaliśmy się do śródmieścia Lwowa. Ogromne wrażenie zrobiła na zwiedzających archikatedra pw. Najświętszej Marii Panny, gdzie król Jan Kazimierz koronował Matkę Bożą na Królową Polski. Z zachwytem patrzyliśmy na pałace dookoła Rynku: Bandinellich, Czarną kamienicę, Kamienicę Korniaktowską, pałac Lubomirskich czy kamienicę wenecjańską. Renesans, barok, rokoko, zdobione rzeźbami fasady i opowieści o miłości i zdradzie… - pani Nina (przewodniczka) chciała opowiedzieć i pokazać nam jak najwięcej. Zachwyt na twarzach wywołał także przepiękny kościół dominikanów z wysublimowanymi kobiecymi posagami z białego marmuru oraz Plac Katedralny, który prawie całkowicie zajmuje łacińska bazylika archikatedralna i Plac Mickiewicza z pomnikiem wieszcza, naprzeciwko którego znajduje się hotel George′a, gdzie zatrzymał się po drodze do swej ukochanej Eweliny Hańskiej francuski pisarz Honoriusz Balzac. Wrażenie robi Lwowski Teatr Narodowy Opery i Baletu im. S. Kruszelnickiej. Nie sposób wymienić wszystkie zabytki tego przepięknego miasta, ale nawet po kilkugodzinnym spacerze można się w nim zakochać. Następnego dnia rano wyruszyliśmy do Użgorodu, stolicy Zakarpacia. Jego mieszkańcy twierdzą, że ich miasto leży dokładnie w centrum Starego Kontynentu. Choć Użgorod powstał w VIII – IX wieku jako gród słowiański, który został później przyłączony do Rusi Kijowskiej, to jednak od IX wieku miasto, podobnie jak całe Zakarpackie, związane było przede wszystkim z Węgrami. W latach1919 – 1938 Użgorod należał do Czechosłowacji, a po układzie monachijskim przez kilka lat do Węgier. Po wkroczeniu wojsk sowieckich w 1944 roku przez 66 lat należał do ZSRR, od 1991 r. do Ukrainy. Obecnie liczy 120 tysięcy mieszkańców i pełni rolę ośrodka turystycznego, naukowego i przemysłowego. To, co wyróżnia Użgorod i całe Zakarpacie od reszty kraju, to klimat. Osłonięte od północy pasmem Karpat regiony są znacznie cieplejsze. Miasto ma do zaoferowania kilka atrakcji turystycznych. Największą z nich są ruiny zamku komitackiego z XIV wieku wybudowanego na miejscu prasłowiańskiego grodu. Ten zamek–muzeum zwiedzaliśmy przez kilka godzin, a przewodnik w sposób cieka-wy i barwny opowiedział nam jego historię. Tu też spotkaliśmy nowożeńców, którzy zawarli ślub w miejscowej kaplicy. W niedzielę czas było wracać do domu. Ponieważ niedaleko Truskawca na pogórzu karpackim, około 60 km na południowy zachód od Lwowa i w tej samej odległości od obecnej polskiej granicy, leży Drohobycz, zgodnie z planem wycieczki przez kilka godzin zwiedzaliśmy to miasteczko. Jego historia sięga średniowiecza. Za czasów Rusi Halickiej istniały tu kopal-nie soli, którą sprzedawano po całych ziemiach ruskich, na Litwę oraz do Polski. Jak ważne było dla miasta jej wydobycie niech świadczy fakt, że w herbie miasta umieszczono dziewięć głów soli zwanych topkami. Należy też wspomnieć o mieszkających tu Żydach. Zgodnie z dawnymi przepisami nie wolno im było mieszkać w obrębie miasta, zamieszkiwali więc przedmieścia. W 1616 roku starosta Mikołaj Daniłowicz nadał gminie żydowskiej na przed-mieściu teren o powierzchni 1 łanu królewskiego. Z czasem powstałą tam osadę nazwano Łanem. Z biegiem czasu Drohobycz stał się jednym z największych skupisk ludności żydowskiej na ziemiach polskich - w końcu XIX wieku stanowili oni połowę mieszkańców miasta. To w tym miasteczku „mieszkał i tworzył malarz i pisarz mistrz słowa polskiego Bruno Schulz 1892 – 1942” ( te słowa widnieją na tablicy wmurowanej w ścianę domu, gdzie mieszkał artysta). Drohobycz nigdy nie posiadał murów obronnych, a schronienie mieszkańcom zapewniał jedynie obronny kościół parafialny, toteż miasto padało często ofiarą łupieżczych najazdów Tatarów, Turków i Kozaków. Po każdym kataklizmie, czerpiąc dochody z soli, odradzało się na nowo. Po wojnie tysiące zamieszkałych tu Polaków musiało opuścić swoje rodzinne miasto. Na ich miejsce oraz na miejsce wymordowanych przez hitlerowców Żydów przybyli nowi mieszkańcy. W centrum Drohobycza wznosi się fundowany przez Władysława Jagiełłę gotycki kościół parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Boskiej, Świętego Krzyża i świętego Bartłomieja. Do czasów wojny posiadał cenne wyposażenie, które uległo zniszczeniu lub zostało skradzione w latach powojennych, kiedy urządzono tu, podobnie jak w innych świątyniach, magazyn. Zachowały się tylko elementy trudne do usunięcia, jak gotycki portal ozdobiony herbem miasta i godłem Polski oraz renesansowy nagrobek Katarzyny Ramułłowej. Obecnie kościół zwrócono wiernym i w jego pięknym, choć zniszczonym wnętrzu odprawiane są nabożeństwa. Byliśmy świadkami procesji z okazji święta Bożego Ciała, które wypadało tu w niedzielę. Jakże skromna była to uroczystość w porównaniu z naszą – węgrowską. Z Drohobycza przez Medykę powróciliśmy do Węgrowa zmęczeni, ale szczęśliwi, przed północą. Dzięki księdzu Wiesławowi, świetnemu organizatorowi, we wspanialej atmosferze dane nam było w tak krótkim czasie zwiedzić tak wiele. |
Archiwum
