Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 45037

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43568
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Powrót Kaługi Drukuj Email
niedziela, 01 lipca 2007 02:00
Z naszej korespondencji

Ten list zbiegł się z materiałem, który wybraliśmy spośród prac z cyklu Niezwykłe historie prawdziwe. Uderza podobieństwo wątku. Kiedyś pisaliśmy o pozytywnie zapisanym w pamięci węgrowian oficerze niemieckim, stacjonującym tu w czasie okupacji, teraz mamy dwóch żołnierzy radzieckich w ciepłych wspomnieniach. Puenta tekstu Martyny Płocharczyk znajduje potwierdzenie w niejednej jeszcze takiej historii. Czekamy na nie! A naszego Czytelnika, absolwenta LO im. Mickiewicza i członka Stowarzyszenia Ogólniak – zatem Przyjaciela – Jana Ogonowskiego prosimy o pełną wersję tej historii.


Wśród publikacji zamieszczanych w „Gazecie Węgrowskiej” pojawiają się opowieści nie-zwykłe o różnych osobach, wydarzeniach, opisywane przez osoby spoza redakcji. To ciekawa inicjatywa, urozmaicająca treść pisma, odbiegająca nieco od codziennej prozy życia – kroniki wydarzeń, relacji z uroczystości, aktualności społeczno–kulturalnych itp. Prawie każdemu człowiekowi przydarzyło się coś wyjątkowego, co warto opowiedzieć. Rzecz w tym, żeby do tego opowiadania zachęcić, a jeśli trzeba, pomóc nadać tej opowieści atrakcyjną formę.
W mojej rodzinie także miały miejsce takie wydarzenia, wydawać by się mogło nieprawdo-podobne. I gdyby nie fotografie i listy, trudno byłoby uwierzyć, że coś takiego mogło się zdarzyć.
Historia ta zaczęła się w 1915 roku, kiedy to moja babcia z sześcioletnią wówczas moją mamą, uciekając przed Niemcami, zawędrowała aż do Kaługi nad Oką. Tam znalazły gościnę u rodziny Stiepanowów. Są zdjęcia z tego okresu, m.in. przedstawiające mamę z synkami gospodarzy. Po rewolucji i wojnie mama wróciła do Borzych i wydawało się, że sprawa została zakończona. Przyszedł jeszcze jeden list pisany do babci (ciekawy, bo opisujący realia życia w ówczesnej Rosji – z cenami żywności, z opisem głodu i poniewierki) – a potem zapadła cisza.
I oto w listopadzie 1944 roku znalazł się u nas Kola Stiepanow, żołnierz radziecki, najmłodszy z rodzeństwa, urodzony już po wyjeździe mamy z Kaługi (taką wersję podał, a uwiarygodnił szczegółami rodzinnymi).
Jak to się wydarzyło, co z tego wynikło, jak wyglądał (jest zdjęcie), jakie były dalsze dramatyczne losy, chętnie opowiem, jeżeli to redakcję zainteresuje.
Kłaniam się i pozdrawiam