Statystyki
Użytkowników : 6Artykułów : 33
Zakładki : 10
Odsłon : 8182
Statystyki galerii
- Zdjęć: 324
- Kategorii: 14
- Odsłon: 11437
- Komentarzy: 3
- Głosów: 43
- Tagów: 0
Reklama
Oferta: mieszkania we wrocławiu -najniższe ceny.| Niezwykła historia z Osowca |
|
|
| niedziela, 01 lipca 2007 02:00 |
|
Martyna Płocharczyk na podstawie wspomnienia Jadwigi Kamińskiej Gdy ogłoszono w naszej szkole projekt „Niezwykłe historie prawdziwe”, pierwszą osobą, o której pomyślałam, była moja sąsiadka, do której mówię ciociu. Już gdy byłam mała bardzo ją lubiłam, u niej w domu zaczęłam chodzić, wyrżnął mi się pierwszy ząb. Jestem do niej bardzo przywiązana i zawsze mi opowiadała jakieś ciekawe historie. Jedną z nich chcę się właśnie podzielić. Podczas drugiej wojny światowej u rodziców mojej cioci, państwa Okrasów, na kolonii Osowiec, wynajmowali mieszkanie żołnierze sowieccy i ich dowódca Malinowski. Właśnie ten mężczyzna bardzo się wyróżniał wśród innych lokatorów. Był zawsze bardzo uprzejmy dla właścicieli, a ich małym synom, Romkowi i Mirkowi, dawał słodycze, które w tych czasach były trudne do zdobycia. Malinowski bardzo polubił dzieci gospodarzy i chociaż mało mówił po polsku to świetnie się z nimi dogadywał. Kiedy linia frontu się przesunęła, żołnierze i dowódca musieli się wyprowadzić. I ślad po nim zaginął. W roku 1968 dowódca Malinowski przyjechał do Polski odwiedzić swojego kuzyna w Warszawie. Pamiętał, że podczas wojny mieszkał w okolicach Węgrowa, na kolonii, obok lotni-ska, przy szosie w kierunku Łochowa, ale dokładnie nie wiedział gdzie. Wraz ze swoim kuzynem pojechał na dworzec PKS do Węgrowa i udał się do dyżurnego ruchu, aby zasięgnąć informacji. Opowiedział mu swoją historię, ponieważ chciał się dowiedzieć, gdzie to miejsce się znajduje. Wspomniał również o dwóch chłopcach, którzy tam mieszkali. Dyżurnym ruchu był dobry znajomy Romka i Mirka. Poprosił kierowcę autobusu, aby zatrzymał się przed ich domem. Był 9 września 1968 roku, u państwa Okrasów trwały prace na polu. Na podwórku stała pani Okrasowa, kiedy podbiegł do niej jakiś zupełnie obcy mężczyzna. Chwycił ją na ręce i mocno uściskał. Z pola przybiegli chłopcy wraz z ojcem i ten nieznajomy mężczyzna przedstawił się jako dowódca Mlinowski, który mieszkał u nich podczas wojny. Zapytał żartobliwie, czy chłopcy nie mają ochoty na coś słodkiego. Wszyscy się bardzo ucieszyli. Usiedli razem do stołu, wspominali dawne czasy. Dowódca opowiadał, że u nich w kraju jest bieda, że jego dorosła córka stała w kolejce po chleb i w tym wielkim tłumie połamali jej żebra. Potem zrobili sobie kilka pamiątkowych fotografii i odjechał. Po jakimś czasie przyszedł list wraz z podpisanymi po rosyjsku fotografiami do państwa Okrasów. Bardzo się ucieszyli, że będą mieli taką pamiątkę. Pan Okrasa wysłał mu kartkę z podziękowaniami. Korespondowali krótki czas, następnie kontakt się urwał. Bardzo mnie ta historia urzekła – pokazuje, że jak ktoś jest człowiekiem, to nieważne, po której stronie barykady stoi. Mało kto już ma szansę usłyszeć taką opowieść z ust osoby, która była świadkiem tamtych lat. Uważam, że takie wspomnienia powinny być zapisywane, publikowane i rozpowszechniane – ze względu choćby na przyszłe pokolenia. |
Archiwum
