Statystyki

Użytkowników : 30
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 43864

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   41813
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

VII Międzynarodowy Zlot Motorowy „Gryfparty”. Rycerze szos na zamku w Liwie Drukuj Email
niedziela, 01 lipca 2007 02:00
Ludzie w różny sposób realizują swoje marzenia. Zdarzają się pasje, będące treścią życia, decydujące o jego wartości, smaku i kolorycie. Tak jest z motocyklistami, jakich znam. Jeden z nich po ciężkim wypadku, wracając do przytomności po trzech dniach spędzonych w innych wymiarach świadomości, zadał pierwsze, krótkie pytanie: „Co z motorem?” Taki kultowy stosunek do swoich maszyn mają również inni motocykliści. Jazda jest dla nich poszukiwaniem wolności. Daje poczucie siły, swobody, radości życia.

Motocykliści łączą się w grupy – kluby skupiające ludzi o podobnych upodobaniach. Dominują w nich mężczyźni, choć zdarzają się (z rzadka) motocyklistki zwane amazonkami. Jednak generalnie jest to męski sport, może ze względu na mnogość zaoliwionych części, które trzeba składać i rozkładać, manipulować, kupować i wymieniać na inne.
VII Międzynarodowy Zlot Motorowy „Gryfparty” na zamku w Liwie zorganizował klub „Gryf” z Siedlec pod wodzą Mycego, Kalenia, Wójta, Mosiądza i kilkudziesięciu innych osobistości o równie barwnych przydomkach. To już druga tego typu impreza w Muzeum Zbrojowni na Zamku w Liwie. Po paru zeszłorocznych śmieszno–strasznych wpadkach sprawy organizacyjne zostały dopracowane i w tym roku było bez zarzutu.

Ekspozycja
Wieczorem 23 czerwca zaczęli się zjeżdżać pierwsi uczestnicy. Wśród motorów, obok ścigaczy, przeważały tzw. czopery: Honda, Suzuki, Kawasaki, Intruder, Shadow, Ural, Goldwing i ten najrzadszy i najsłynniejszy - Harley Davidson. Potężne maszyny lśniące chromami i niklem, często ozdobione były wymyślnymi malowidłami, nitami, skórzanymi frędzlami, nawiązującymi do klasyki ruchu, utrwalonej przez takie filmy, jak „Easy Rider” i „Dziki” z Marlonem Brando. Zresztą motocykliści to sama w sobie bardzo malownicza grupa. Decyduje o tym już sam strój: skórzany, obcisły, z mnóstwem zapięć, zamków i suwaków, uzupełniony przez wielki kask i ciężkie buty. Wszystko razem coś pomiędzy kombinezonem kosmonauty i zbroją rycerską. Do tego dochodzą znaczki, naszywki i emblematy klubowe. Na plecach kilku motocyklistów zauważyłem naszywki podobne do emblematów osławionych „Hell`s Angels”. To ich polska odmiana - „Road Runners”, ciesząca się równie dwuznaczną sławą. Oskarżani są o chęć zdominowania (siłą) pozostałych klubów motorowych w Polsce. W Liwie zachowywali się jednak spokojne.

Grały też Kwiaty
Organizatorzy zadbali o wszystko: pod wieżą zamku był park maszyn, dalej pole namiotowe, a na tyłach podzamcza – scena i bar. Podczas całego zlotu wystąpiło siedem zespołów muzycznych, od rocka przez blues do metalu. O dziwo, największy aplauz wzbudziła grupa prezentująca brzmienie gotycko-folkowe, kreowane głównie przez wokalistkę i skrzypaczkę w długiej, czarnej, „operowej” sukni. Nie można zapominać też o coraz lepszym zespole „Kwiaty” z Grębkowa, którego muzycy dawno już opuścili grono amatorów. Dali bardzo dobry show, okraszony kultowymi dla tej publiczności utworami ze słynnym „Born to be wild” grupy „Steppenwolf” na czele. Największą gwiazdą imprezy był zespół heavy-metalowy „Hunter” i to on zakończył po północy w niedzielę całą imprezę.

Tymczasem... parada z pochodniami i burze
W międzyczasie zdarzyło się wiele. W piątek ok. 22.00 przez Węgrów przedefilowała imponująca parada 195 motorów z pochodniami. W sobotę nawiedziły Liw burze. Humoru nikt jednak nie tracił, a w największy deszcz zgodnie z planem (a słowo się rzekło) kilkadziesiąt motorów pojechało do Węgrowa. Motocykliści dali na rynku pokaz swoich umiejętności (toczenie beczki, palenie gumy, jazda na czas itp.) dla tłumu mieszkańców z parasolami, zachęconych piątkową paradą.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy
Do soboty na zlot zjechało w sumie około 600 motorów i 1000 motocyklistów, którzy tego dnia mogli jeszcze obejrzeć pokaz Bractwa Rycerskiego Ziemi Mazowieckiej i Podlaskiej, posłuchać kolejnych zespołów muzycznych, wziąć udział konkursach i zabawach oraz w licytacji dzieł sztuki i pamiątek związanych ze zlotem. Okazuje się, że klub „Gryf” od lat wspiera Dom Małego Dziecka w Siedlcach, Dom Dziecka w Stoku Lackim i inne tego typu placówki, a zyski z aukcji przeznaczone są dla dzieciaków. Aukcja, prowadzona brawurowo przez Mycego i Kalenia, dała rekordowy wynik ok. 10 000 zł!
W niedzielę pożegnania, odjazd i… wielkie sprzątanie. Motocykliści pozostawili po sobie: porządek, wiele wrażeń i trochę skarg o hałas. Ale lepszy hałas w dobrej wierze niż zastój i martwa cisza, a zlot należy zaliczyć do bardzo udanych. Potwierdzą to na pewno także miejscowi właściciele sklepów i restauratorzy. Za rok - następna taka akcja?