Statystyki

Użytkowników : 30
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 43787

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   41451
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Liwczusie Drukuj Email
piątek, 01 czerwca 2007 02:00
Przedspankowej opowieści część pierwsza o tym, jak staruszek Kleo zdradził małemu chłopcu pradawny sekret o małych śmiesznych mieszkańcach nadbrzeży uroczej rzeki Liwiec, leniwie płynącej po mazowiecko-podlaskich równinach.

- Trzeba mieć wiele szczęścia, żeby go spotkać. Bywa, że wpatruje się w nurt rzeki, siedząc bez ruchu na zmurszałym pniu starej wierzby, chylącej się z podmytego brzegu, jakby gotowa była za chwilę rzucić się w spokojny nurt i popłynąć w dół w nieznane, gdzieś do Bugu, albo i dalej - Narwią, Wisłą aż do morza. Jest pewnie równie stary jak to drzewo, więc o Liwcu wie wszystko.
- Czy tak się zaczyna twoja baśń, tatku? Dlaczego mi o nim opowiadasz?
- Byłem wtedy małym chłopcem, takim jak ty. Od dziś będę co wieczór wspominał tamte lata... Tak, to będą nasze przedspankowe baśnie.
- Kim on jest? Jak go poznałeś?
- Ludzie mówili o nim Kleo. Jak się nazywał naprawdę, nie wiem. Bawiłem się sam na plaży. Nie było upalnie, więc poza mną nikt się tego dnia nie wybrał nad Liwiec. Rodzice byli zaję-ci, dlatego pozwolili mi pójść samemu. Dziś myślę, że to nie było mądre z ich strony, ale kie-dyś wiele dzieci chodziło bez opieki w tak niebezpieczne miejsca.
Stanął nade mną, gdy robiłem babki z piasku. Pewnie bym go nie zauważył, bo byłem bar-dzo zajęty i coś tam do siebie mówiłem, ale zasłonił sobą słońce i gdy wielki cień przykrył moje budowle, spojrzałem w górę. Nie zląkłem się, choć wyglądał strasznie – taki czarny na tle pogodnego nieba.
-Robię babki z piasku – odezwałem się natychmiast, jakbym go zapraszał do wspólnej zaba-wy.
- Widzę. Masz dobre wiaderko, w sam raz. - Jego głos wydał mi się tak ciepły, że od razu poczułem się kimś bliskim, więc bez chwili wahania chwyciłem go za rękę, mówiąc:
- Pobaw się ze mną, dziadku. - Przykucnął, spojrzał mi przyjaźnie prosto w oczy i swoją wielką dłonią odgarnął mi z czoła włosy.
- Jesteś do nich podobny. Jak masz na imię? - Nie odpowiedziałem na jego pytanie, bo wyda-ło mi się zbyteczne. Zresztą wszystkie moje myśli zbiegły się błyskawicznie wokół zagadki: do kogo jestem podobny? Zanim ponownie się odezwał, miałem wymyślone najprostsze odpowiedzi. Może jestem podobny do jego synów albo wnuków. On jednak przejrzał mnie i natychmiast zabrał się do rozpraszania chmurek, w postaci których przepływały po mojej twa-rzy fantazje. - No, tylko rzecz jasna jesteś od nich znacznie większy. Pewnie nie słyszałeś o liwczusiach, co?
- O liwczusiach? Kiedyś mi się przyśniły, ale gdy opowiedziałem o nich mamie, roześmiała się tylko. Więc ty, dziadku, też o nich śniłeś?! - Odłożyłem wiaderko i łopatkę, usiadłem po turecku przy swoich babkach, a Kleo wstał, zbliżył się do brzegu, nabrał raz i drugi w swoje ogromne dłonie wody i obmył nią twarz. Potem z mokrą brodą wrócił do mnie i usiadł na piasku.
- Nie śniłem – rzekł bardzo poważnie – widuję je naprawdę i rozmawiam z nimi, jak dziś z tobą. - Poczułem, jak po plecach biegają mi dreszcze niczym mrówki. Jak to, widuje się z liwczusiami? Przecież to niemożliwe. Lubię takie niestworzone historie, ale w krasnale, skrzaty, elfy i tym podobne istoty już nie wierzę. Gdy tak sobie myślałem, on dostrzegł moje wątpliwości.
- Najdłużej znam się z Tralusiem. To najweselsze stworzenie pod słońcem. On tu nad Liwcem pojawił się pierwszy. Potem co jakiś czas przybywały kolejne liwczusie i teraz jest ich całkiem spora gromadka. A wiesz, jak śmiesznie mi się przedstawił?! Kiedy go zobaczyłem, myślałem, że to skutek gorączki. Przeziębiłem się i owinięty w koc siedziałem przy tamtej starej wierzbie. Bardzo się źle czułem, więc nie dowierzałem własnym oczom, gdy na jednej z gałęzi zawisnął mały człowieczek, który jak akrobata zrobił młynka, przeskoczył na następną gałąź i popisowym zeskokiem wylądował tuż przede mną. Ukłonił się, jakby czekając na oklaski, ale widząc, że jestem nieskory do najkwaśniejszego nawet uśmiechu, podrygując, przestępując z nogi na nogę, trzymając się pod boki, to znów przyklaskując zaśpiewał tak:

Jestem Traluś, skrzat wesołek,
Papa Smerf to jest mój brat.
Co, nie wierzysz? No to patrz:
Traluś jak niebieski smerf
zajęczy ogon ma!
Ha-ha-ha! Ha-ha-ha, zajęczy ogon ma!
Ha-ha-ha! Ha-ha-ha, zajęczy ogon ma!

Traluś może być wesoły,
bo nad Liwcem tra-la-la
same figle, psoty, fioły
do wieczora - tak co dnia!
Gargamela i Klakiera
tutaj nie ma ha-ha-ha,
bo to nie te lasy
i już nie te czasy,
to już inne baju-baj.

Traluś pięćset lat nad Liwcem
figle stroi ha-ha-ha,
zna go tutaj każdy listek,
każdy bóbr i bobrza pchła.
Żadne leśne czarne moce
mu nie straszne tra-la-la,
bo on Pasibrzucha,
trola i Smolucha,
może śmieszyć aż do łez.

Jestem Traluś, skrzat wesołek,
Papa Smerf to jest mój brat.
Co, nie wierzysz? No to patrz:
Traluś jak niebieski smerf
zajęczy ogon ma!
Ha-ha-ha! Ha-ha-ha, zajęczy ogon ma!
Ha-ha-ha! Ha-ha-ha, zajęczy ogon ma!


Oczywiście, wygłupiał się jak zawsze potem, ilekroć go spotkałem. Liwczusie może tylko wzrostem przypominają smerfy. Nie są niebieskie i nie mają żadnego zajęczego ogona. Ten figlarz czasem przyczepia sobie a to ogon, a to rogi, bo najważniejsze dla niego to dobrze bawić każdego, kogo spotka. A na mnie podziałał jak najlepsze lekarstwo. Nigdy się przedtem tak nie śmiałem i nie minęło kilka godzin, jak odzyskałem siły i opuściła mnie gorączka.
- Mówisz prawdę, dziadku?
- Mów mi „dziadku Kleo”, dobrze? No i może byś mi wreszcie powiedział, jak ty masz na imię. W końcu jesteśmy już przyjaciółmi – zdradziłem ci największy mój sekret.
- Ja jestem Justek...
- No to obaj mamy nietypowe imiona – zaśmiał się, ukazując niezwykle zdrowe jak na jego wiek białe zęby.
- Odpowiedz, dziadku Kleo, mówisz prawdę? – zmarszczyłem czoło, żeby dodać sobie powagi i dać mu do zrozumienia, że ze mnie nie można żartować.
- Traktuję cię jak najpoważniej, Justku. Naprawdę. Obserwowałem cię od jakiegoś czasu i wiem, że zasługujesz na to, by powierzyć ci taką tajemnicę. Kiedyś ją przekażesz, komu ze-chcesz, ale dopóki ktoś taki się nie znajdzie, zachowaj ją dla siebie. Obiecujesz?
- Obiecuję, dziadku Kleo.
- Dziś już musisz wracać do domu, bo pewnie twoi rodzice się martwią.
- Dobrze, powiedz mi jeszcze tylko... jeśli one nie są podobne do smerfów, to jakie są?
- Złote, Justku, złote! I złote mają serca. I złote mają włosy. I złote mają oczy. Bo złoty jest piasek na plażach Liwca. Bo złote są babki z tego piasku i złote serca mają dzieci, które te babki stawiają. Jakie mają więc być liwczusie, skoro one rodzą się z tych babek...? Ale o tym opowiem ci następnym razem... Przyjdzie czas, że znów się spotkamy. Teraz już idź.