Statystyki

Użytkowników : 6
Artykułów : 33
Zakładki : 10
Odsłon : 8182

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   324
  • Kategorii:   14
  • Odsłon:   11437
  • Komentarzy:   3
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Reklama

Wytrzymałe worek w dobrych cenach

Bohaterka książki „Śledztwo wyklętych” Wanda Glinka (1923-2003) Drukuj Email
piątek, 01 czerwca 2007 02:00
Urodziła się w 1923 roku w miejscowości Bojmie. Była najstarszą z trójki rodzeństwa. Miała dwóch młodszych braci Stefana i Tadeusza. Jej rodzicami byli miejscowy komendant posterunku policji Bolesław i jego żona Stefania. Sytuacja materialna tej rodziny, jak na owe czasy, była dobra. Dzieci uczęszczały do pobliskiej szkoły. Wanda była dobrą córką, grzeczną, uczynną, pomagała mamie w pracach domowych. W szkole też nie miała problemów, uczyła się dobrze. Gorzej było z jej bratem Stefanem, urwisem, który dość często wchodził w konflikty z okolicznymi chłopcami. Ojciec Wandy, jako policjant, był często przenoszony do służby na różne posterunki, dlatego po paru latach przeprowadził się z rodziną do Wierzbna. Dzieci miały zmienić szkołę, poznać nowych kolegów i koleżanki. W tym czasie rodzice Wandy rozpoczęli budowę domu w Grębkowie, skąd pochodziła jej matka. W domu rodzinnym przyszło jej zamieszkać dopiero w późniejszym okresie.
Po skończeniu szkoły podstawowej ojca dziewczyny przeniesiono do pracy w Siedlcach. Zamieszkali w domu przy ulicy Asłanowicza. Tam uczęszczała do Prywatnego Gimnazjum Kupieckiego, które ukończyła w 1939 roku. W czasie wakacji wraz z rodzicami i braćmi przeprowadziła się do nowego domu w Grębkowie.
Niestety we wrześniu wybuchła wojna. Gdy wojska niemieckie zaczęły posuwać się coraz bardziej w głąb kraju, rodzina Wandy postanowiła ewakuować się w kierunku wschodnim. Wynajętą furmanką z całym dobytkiem podążali w kierunku Siedlec - byle dalej od wojny i agresora. Ojciec, jako policjant, dostał rozkaz ewakuacji. Wraz z wojskiem i policją udał się w nieznanym kierunku. Ucieczka nie trwała jednak długo. W drodze nad głowami przelatywały samoloty wroga i słychać było wybuchy bomb. Po pewnym czasie na horyzoncie ukazał się słup dymu, płonęły zbombardowane Siedlce. Wanda wraz z rodziną postanowiła wracać do domu w Grębkowie.
Rozpoczęła się okupacja niemiecka, a na wschodzie wojska sowieckie zajęły część terytorium naszego kraju. Po miesiącu dotarła wiadomość, że ojca Wandy prawdopodobnie aresztowały wojska radzieckie. Rodzina z nadzieją i utęsknieniem czekała na powrót ojca i męża. Wiosną 1940 roku jeden z mieszkańców okolic wrócił z niewoli sowieckiej z informacją, że widział go w obozie w Ostaszkowie. Gdy przechodzili kolumną obok ogrodzenia, wśród więźniów poznał ojca Wandy. Zamienił z nim kilka słów. Bolesław kazał przekazać rodzinie, żeby się nie martwili, że na pewno wróci. Niestety tak się nie stało, jego los jest nieznany do dziś. Co się z nim stało, można się tylko domyślać.
Życie Wandy, jak zresztą i innych, w czasie okupacji nie było lekkie. W domu nie było ojca, który dotychczas był jedynym żywicielem rodziny. Matka najmowała się do pracy u miejscowych rolników w zamian za worek kartofli lub trochę mąki. Ponieważ potrafiła szyć i miała maszynę, nocami przy świetle lampy karbidówki szyła różne ubrania, by zarobić parę gro-szy. Żyło im się bardzo ciężko.
Zaraz po wyzwoleniu Wanda otrzymała pracę w miejscowym urzędzie pocztowym jako kierownik. Z tej racji wzbudzała zainteresowanie tajnej organizacji wojskowej - Armii Krajowej. Nie trzeba jej było długo namawiać - ponieważ ojciec zaginął gdzieś u Sowietów, stanęła po właściwej stronie. Ponieważ miała dostęp do wielu informacji, była cennym członkiem podziemia. Dostęp do tych wiadomości ułatwiało jej to, że była śliczną i młodą dziewczyną, przez co interesowali się nią oficerowie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa, skąd mogła wyciągnąć informacje ważne dla kolegów z AK. Trwało to do roku 1947, kiedy został aresztowany przez UB jeden z jej dowódców, który ją wydał.
Została aresztowana i osadzona w areszcie śledczym na Mokotowie w Warszawie. Przebywała tam 2 lata, gdzie była bita i torturowana, by wydała swoich kolegów i przyznała się do czynów, których nie popełniła. Był to na pewno najczarniejszy okres w jej życiu, w życiu, które się dopiero zaczęło - miała bowiem dopiero 24 lata. Grożono jej śmiercią, ale ona zawsze miała nadzieję, że wyjdzie na wolność, założy rodzinę i będzie miała dzieci.
Po śledztwie na Mokotowie została skazana i osadzona w więzieniu dla kobiet w Fordonie - dzielnicy Bydgoszczy. Przebywała tam przez długie 7 lat na oddziałach o najsurowszym rygorze. Co tam przeżyła nie wiemy, ponieważ nigdy nie chciała o tym rozmawiać. Prawdopodobnie bała się służb bezpieczeństwa, które na pewno śledziły całe jej dalsze życie.
Po tym tragicznym okresie wróciła do rodzinnego domu do Grębkowa. Zatrudniła się w Gminnej Spółdzielni „SCh”, jako ekspedientka w sklepie spożywczym. Po pewnym czasie wyszła za mąż i urodziła dwóch synów. Jej marzenia i nadzieje z okresu więzienia spełniły się. Mimo tego, czym ją straszono, nie poddała się, wykazała się wielką odwagą i hartem ducha. Jej życie w końcu się ustabilizowało po tak burzliwym i niebezpiecznym okresie młodości. Była bardzo dobrym człowiekiem, pomagała każdemu, kto tylko zwrócił się do niej o pomoc. Nie potrafiła nikomu odmówić. Była osobą bardzo inteligentną i sympatyczną, przez co była bardzo lubiana i szanowana przez okolicznych mieszkańców. W wieku osiemdziesięciu lat jej życie po tragicznym wypadku i krótkim pobycie w szpitalu się zakończyło. W ceremonii pogrzebowej uczestniczył tłum ludzi, którzy ją znali. Pożegnali ją także dawni koledzy z Armii Krajowej.
Mimo tak trudnego i pełnego zakrętów, życia była zawsze pogodna i uśmiechnięta. Mogłaby być wzorem, jak przejść przez życie z godnością i podniesionym czołem.