Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 45040

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43575
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Moim zdaniem. Ślepa miłość Drukuj Email
wtorek, 01 maja 2007 02:00
Nie podlega żadnym dyskusjom i dywagacjom fakt, że zwłaszcza ostatnie lata zapisały się w naszej obyczajowej historii wyjątkową swobodą i to zarówno w sferze wypowiedzi, jak też zachowań, ubioru a nawet zwykłych codziennych stosunków międzyludzkich. Tylko proszę nie posądzać mnie w tym miejscu o te sprawy, które właśnie teraz przyszły Państwu do głowy.
To, co jeszcze nie tak dawno szokowało, chociażby bardzo mini spódniczka lub dekolt do pępka, dziś... co tu dużo gadać, nawet gołe piersi, nie sprawiają już większego wrażenia. I nie twierdzę wcale tak z powodu mojego wieku. Po prostu to, co widać gołym okiem na każdym kroku, staje się pewnego rodzaju normą, tak być może i koniec, kropka.
Zastanawiającym może być jednak fakt, że nagość lub na przykład rozbierane sceny w fil-mach, nawet tych dozwolonych od lat dwunastu, ukazują przede wszystkim ciała kobiet. W tym konkretnym przypadku jako mężczyzna nie mam nic przeciwko temu, jednak w dążeniu do równości obu stanów obiecuję, że jak tylko dostanę się do naszego parLAMENTu, będę walczył jak lew o takie same prawa w filmach dla mężczyzn. Czy mi się to uda, nie wiem, ale co mi szkodzi poobiecywać.
Na początku tego felietonu wspomniałem o swobodzie obyczajów. W pewnym stopniu wiąże się ta sprawa z szeroko rozumianą czystością przedmałżeńską, a także z wiernością i po-średnio lub bezpośrednio z trwałością zawieranych związków małżeńskich. Jednak o ile się nie mylę, nikt dotychczas nie pokusił się o naukowe sprawdzenie wspomnianych zależności, prawdopodobnie dlatego, że wszystkie odpowiedzi na pytania w tej sprawie, mogłyby być całkowicie nieprawdziwe. Jakiś wpływ na pewno jest, ale stwierdzić trzeba, że w czasach, gdy nasze babcie i prababcie nosiły spódnice do samej ziemi i bluzki pozapinane pod samą szyję, też przytrafiały się nieślubne dzieci i plotkowano o niewiernych małżonkach. Nie pomagały nawet słynne pasy cnoty, bo jak śpiewali swego czasu „Trubadurzy” - Kasia sprytna była i kluczyk zaraz i zaraz kluczyk i kluczyk zaraz dorobiła... Nie pomagały też publiczne piętnowania, sądy i najwyższe z możliwych kary z paleniem na stosach włącznie. Wzajemne bowiem relacje - i tu możecie drodzy Czytelnicy domyślać się, co mam na myśli - pomiędzy przedstawicielami płci odmiennej zawsze, począwszy od Adama i Ewy, były takie same, z tą tylko chyba różnicą, że gdy dawniej prowadziliśmy bardziej osiadły tryb życia, wszystkie występki zdarzały się na terenie jednej, góra dwóch sąsiednich miejscowości. Teraz, gdy dalekie nawet podróżowanie stało się swego rodzaju chlebem powszednim, jest trochę inaczej. „Zepsute” dziewczyny, jak nazywane były panny z dzieckiem, nie muszą obawiać się już staropanieństwa i wytykania palcami.
Bo jak twierdził jeden z moich znajomych, który właśnie całkiem niedawno ożenił się z dziewczyna dzieciatą, najważniejsza jest wiara i miłość. Szkoda tylko, że ta druga bardzo często bywa zupełnie ślepa.