Statystyki

Użytkowników : 34
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44515

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43110
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Krótka historia pewnego zespołu Drukuj Email
niedziela, 01 kwietnia 2007 02:00
Na tyłku obowiązkowe wówczas powycierane Rifle (z Pewexu, za 9 dolarów). I szło granie! Młodzież się bawiła! Dziewczyny patrzyły z uwielbieniem i tak się realizowała w praktyce ówczesna nasza - węgrowskich nastolatków - Oda do młodości – wspomina Woj-ciech Żagan.


Dla większości Czytelników lata sześćdziesiąte, nawet końcówka tej dekady, to zamierzchła przeszłość, bo aby pamiętać tamte czasy, trzeba dziś być już po jubileuszowej pięćdziesiątce. Skłania mnie do tak odległych wspomnień pewna wzmianka w książce „Węgrów – dzieje miasta i okolic” (cześć druga). „Szalone lata sześćdziesiąte” dla ówcześnie młodych ludzi, również w Węgrowie, stanowiły otwarcie oczu na muzykę młodzieżową, na tzw. wówczas big beat. Kto miał gramofon i jeszcze kilka płyt, ten rządził, ten organizował prywatki (dzisiejsze imprezy). W tamtych czasach nie było mowy o kopiowaniu, nagrywaniu czy przegrywaniu i innych dzisiejszych metodach wejścia w posiadanie ulubionych piosenek. O zagranicznych płytach nie było mowy. The Beatles i inni wielcy wykonawcy tamtych lat byli tylko marzeniem, chyba, że ktoś... na falach krótkich odważył się znaleźć Wolną Europę, która codziennie o 18.10 nadawała listę przebojów. A więc z uchem w głośniku, z sercem bijącym ze strachu i z emocji muzycznych docierała do nas nowa fala, muzyka mocnego uderzenia – big beat, a w zasadzie niezaspokojony głód uczestniczenia w tym wydarzeniu, żądza słuchania tej muzyki.
Ta atmosfera udzielała się ówczesnym nastolatkom i dzięki niej powstał w węgrowskim liceum zespół muzyczny, utworzony przez zapalonych, zaślepionych, zafascynowanych tą muzyką młodych ludzi. Talenty? Chyba trochę tego było, ale na pewno nie brakło chęci zaistnienia, uczestniczenia poprzez uprawianie muzyki w tym młodzieżowym ruchu, stylu bycia. Trzon tego zespołu tworzyli: niezapomniany i tak dobrze przyjęty w Wegrowie - Bogdan Prokurat, Wojtek Kuśmierek i piszący te słowa. Wszyscy trzej byli uczniami tej samej klasy. Skład ten w różnym okresie uzupełniali Leszek Kondraciuk i Ewa Prokurat jako wokalistka. Zespół ten początkowo nazywał się Cienie, ale po skonstatowaniu, że nazwa ta jest banalnym tłumaczeniem nazwy zespołu The Shadows, w końcu przyjął inną nazwę - Wiking. W zasadzie nasza aktywność muzyczna to lata 1968-1971, czyli końcowy okres pobierania nauki w liceum. Ostatnie wspólne granie pamiętam jak dziś. Miało to miejsce w węgrowskiej klubo-kawiarni, na rynku, 30 listopada 1971 r.
Zespół grał i śpiewał zarówno własne utwory, jak i najpopularniejszych wówczas wykonawców polskich i zagranicznych (Czerwone gitary, Niemen, The Beatles, The Shadows i inni). Wszystkie węgrowskie i powiatowe imprezy młodzieżowe: studniówki, choinki, miejskie imprezy okolicznościowe i harcerskie były niezapomnianą okazją do muzykowania.
Podstawą istnienia był entuzjazm. Wszystko inne było nieważne. Sprzęt muzyczny - trochę własny, trochę pożyczony, wzmacniacze własnej roboty, ale zawsze taszczony na własnych plecach. Warunek: musiało być głośno!
Zespół miał również sukcesy w szerszej skali. Na I Krajowym Festiwalu Piosenki Harcerskiej i Młodzieżowej w Siedlcach, w maju 1971 zajął w kategorii zespołów II miejsce, a wyróżnionymi utworami była Wojenka Bułata Okudżawy i własny utwór Szła bezdrożami.
Zespół przestał istnieć i grać z powodów naturalnych. Każdy z nas podjął studia na innej uczelni, w innym kierunku, zmienił środowisko. Ja próbowałem jeszcze swych sił na perkusji w studenckim klubowym zespole Miks.
Czas płynie nieubłaganie. Po zespole Wiking nie zostało prawie nic. Koledzy z zespołu niestety odeszli na zawsze (bogowie wcześnie odchodzą). Żadnych nagrań, kilka starych zdjęć i w sercu wspaniałe, niezapomniane na całe życie wspomnienia, że „tak bardzo chciało się żyć”. Mam nadzieję, że nie tylko w moim.