Statystyki

Użytkowników : 34
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44537

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43110
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Subiektywnie o naszym powiecie Drukuj Email
niedziela, 01 kwietnia 2007 02:00
Spotkanie z Marią Barbasiewicz - autorką książki „Powiat węgrowski. Przewodnik subiektywny” z serii „Tradycja Mazowsza”, wydawanej przez Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki – odbyło się w piątkowe popołudnie 16 marca i, według słów dyrektor MBP Małgorzaty Piórkowskiej, zainaugurowało cykl spotkań z książką regionalną w Domu Gdańskim.

Subiektywnie o naszym powiecie

Otrzymałam go w prezencie od przyjaciół pół roku temu. Zaintrygował mnie już sam tytuł. Istnieje tyle przewodników po naszym terenie – cóż więcej, co nowego jeszcze można napisać? Wiedzą wszyscy przecież o walorach Węgrowa, Liwa, Starejwsi, Suchej… A jednak książka ta zaskoczyła mnie. Autorka o „węgrowskim” nazwisku, ale (jak się prywatnie dowiedziałam) bardzo luźno, poprzez daleką rodzinę męża, związana z naszym miastem, napisała o Węgrowie i powiecie z wielkim ciepłem i sympatią. Zacytuję tu polonistę Edwarda Hermana z LO w Sadownem, recenzującego to dziełko: „Wiesz dobrze, czego w nim braku-je, a czego jest w sam raz. Wazeliny w nim nie ma, a próba całkiem udanej obiektywizacji widoczna jak na dłoni…” Poszczególne rozdziały traktują o historii i walorach kulturowych powiatu, opisują poszczególne miejscowości, ludzi tworzących swoistą atmosferę kulturalną i ich wytwory, a kończą się smakowitymi przepisami na regionalne jedzonko. Uwagę zwraca staranny aparat naukowy, wspaniałe fotografie i obszerne tłumaczenie na język angielski. Zachwyciła mnie w tej książce wielość nieznanych lub nieopisywanych w popularnych opracowaniach szczegółów dotyczących historii osób oraz zwyczajów. Zdaję sobie sprawę, ile trzeba było pracy, by zgromadzić tyle wiedzy i zaprezentować ją w przewodniku w tak atrakcyjny sposób.
Wyrazem zainteresowania książką była duża liczba uczestników, zgromadzonych w pięknie odremontowanym holu MBP, ozdobionym kwiatami wykonanymi przez jedną z bohaterek przewodnika – Małgorzatę Pepłowską. Przywiezione przez autorkę książki rozprzedane zostały błyskawicznie. Wielu chętnych do jej nabycia odeszło z kwitkiem.
Sympatia, jaką uczestnicy spotkania obdarowali Marię Barbasiewicz, podziw dla jej dociekliwości i ogromu pracy nad zgromadzeniem materiałów oraz stworzeniem pięknej edytor-sko książki, są bezsporne. W trakcie oficjalnej (na spotkaniu) dyskusji, jak i w czasie rozmów kuluarowych padły uwagi, które nie wpłyną na wydaną już książkę, ale może zostaną uwzględnione przy ewentualnym drugim wydaniu.
1. Zabrakło informacji o istniejącej jeszcze wiejskiej i małomiasteczkowej zabudowie drewnianej na terenie powiatu.
2.W rozdziale „Kolekcje muzealne” pominięto muzealną kolekcję tkaniny podlaskiej z unikatowymi dywanami podwójnymi Dominiki Bujnowskiej (m. in. tkaniny dwuosnowowej tej artystki z przędzy pakulanej nie posiada żadne muzeum etnograficzne!). Sądząc z cytatu za-mieszczonego przez autorkę we wstępie: „Pragnę podziękować wszystkim dzięki, którym mogliśmy lepiej poznać zwiedzane miejscowości…”, ktoś pilotował ją, podpowiadał, o czym warto napisać, by jak najszerzej promowany był węgrowski powiat. Dlaczego więc po macoszemu potraktowano Biblioteczne Muzeum Tkaniny?
3. Wspaniały „Przewodnik subiektywny” powinien pełnić zarówno rolę edukacyjną dla ogółu mieszkańców powiatu (by nie było prawdziwe powiedzenie „sami nie wiecie, co posiadacie”), jak też być wspaniałym dziełem promującym nasze okolice. Książkę wydało Mazowiecki Centrum Kultury i Sztuki w 2005 r. jako trzeci tytuł z serii „Tradycja Mazowsza”. Dlaczego zabrakło wyobraźni lub odwagi, by negocjować odpowiedni nakład książki? Wiemy, że przewodnik miały możliwość zakupić jedynie organy samorządowe, natomiast dla tzw. zwykłych ludzi udostępniono 30 egzemplarzy! Mam nadzieję, że ktoś, kto „zawalił” sprawę nakładu, postara się, by ta wspaniała książka Marii Barbasiewicz miała szansę zbłądzić pod strzechy, bo ze wszech miar powinna.

I jeszcze konieczne postscriptum:

To nie jest zamknięty dwór!

Podczas tego spotkania wiele się mówiło o naszej perle baroku – modrzewiowym dworze w Paplinie. Pewnie gdyby jego właścicielka, Janina Toczyłowska, nie skorzystała z zaproszenia i niedostrzeżona nie zasiadła na widowni z bukietem kwiatów dla Marii Barbasiewicz, nie doszłoby do małego faux pas, które zresztą znamionuje złośliwie i krzywdząco utrwalający się stereotyp niedostępnego paplińskiego dworu, zamkniętego przed turystami i gośćmi. Pani Janina zareagowała, usłyszawszy w Domu Gdańskim powtórzoną ku jej zdumieniu i oburzeniu tę nieprawdę, a my czujemy się w obowiązku wzmocnić ten jej protest przeciw powielaniu niesprawdzonych informacji. Gdy drukowaliśmy w ubiegłym roku nasz Tryptyk papliński, tę informację zamieściliśmy – widać jednak trzeba ją jeszcze wielokrotnie i choćby do znudzenia ponawiać:
Otwarte drzwi nie zawsze symbolizują otwarte serce,
tu zaś na pewno za zamkniętą bramą wjazdową
można znaleźć serdeczną gościnność.
Zgodnie z informacją umieszczoną przy domofonie,
na wizytę trzeba umówić się telefonicznie
(025) 793 21 59,
prawdziwa gościnność wyraża się bowiem
– jak uczy Janina Toczyłowska –
w poważnym traktowaniu gości, z należytą uwagą i szacunkiem,
nie zaś zdawkowo, pospiesznie, bezceremonialnie.
Tu nie można wpaść jak po ogień,
tu się przychodzi, by zasiąść przy ogniu.