Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 45040

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43575
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Obrońca zamku w Liwie Otto Warpechowski (1917 – 1945) Drukuj Email
czwartek, 01 marca 2007 02:00
W tym roku mija sześćdziesiąta druga rocznica śmierci bohatera jednej z najbardziej niezwykłych historii, jak wydarzyła się na naszych ziemiach w czasie II wojny światowej. Był nim Otto Warpechowski, archeolog, człowiek, który ocalił przed zniszczeniem ruiny zamku w Liwie i przez dwa lata wodził Niemców za nos, wmawiając im krzyżackie pochodzenie zabytku.
Ciągle za mało doceniamy naszą lokalną historię i jej bohaterów... Choćby historia Warpechowskiego. Często opowiadam ją różnym ludziom. W większości przypadków rekcją jest uśmiech i kwalifikacja epizodu do działu humoru i satyry. Ot, niezły kawał „wycięty” głupiemu Szwabowi, całkiem jak u Klossa albo „Czterech pancernych”. Ho, ho zabawił się chłopak. Ocalił zamek - to ocalił, widać to lubił. Jak u Mleczki: wycieczka z Orbisu pod piramidami i komentarz na ich temat dwóch rodaków: My ze szwagrem nie takie rzeczy po pijanemu robili! Jest jednak coś, co odróżnia ocalenie zamku w Liwie przez Otto Warpechowskiego od dokonań kpt. Klossa: rzecz wydarzyła się naprawdę, Warpechowski nie musiał tego robić, działał zupełnie sam, a stawką w grze było życie. Jego życie.
Otto Warpechowski urodził się 5 maja 1917 r. w miejscowości Kotłaszyn w Rumunii, dokąd jego rodzice uciekli z Rosji w czasie rewolucji 1917 r. Wkrótce potem rodzina wróciła do Polski. Otto często odwiedzał rodzinę matki osiadłą w Brzozowie pod Sokołowem Podlaskim. Przed II wojną światową prowadził tam badania archeologiczne konsultowane z naukowcami z Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie. Opis odnajdujemy w liście jego kuzynki, Haliny Pieniak: (...)Znikał na jakiś czas, zabierał ze sobą worek (taki w jakim rolnicy przechowywali zboże), a w nim narzędzia służące do kopania. Nie mógł Tonio (tak go nazywano) spokojnie pracować, ludzie myśleli, że szuka ukrytych skarbów i sami na swoich polach rozpoczynali kopanie, a Toniowi zabraniali.
W 1938 r., za wstawiennictwem prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, otrzymał funkcję powiatowego opiekuna zabytków i rozpoczął studia jako wolny słuchacz wydziału archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Po zajęciu w 1939 r. terenów na zachód od Bugu Niemcy utworzyli powiat sokołowsko-węgrowski. Na jego czele stanął hauptsturmführer SS Ernst Gramss. Po „pracy” ten twardy satrapa i morderca zza biurka pasjonował się historią i archeologią. Na ten haczyk złapał go Otto Warpechowski, kiedy nad zamkiem w Liwie zawisły ciężkie chmury.
Rozbiórka na cegłę
Po rozpoczęciu budowy obozu w Treblince Gramss potrzebował tanich materiałów z rozbiórek. Na pierwszy ogień poszły dwie synagogi z Węgrowa (z XVII i XIX w.). Następny w kolejce był zruj-nowany zamek piastowski w Liwie.
Warpechowski dobrowolnie położył głowę pod topór i zagrał va banque - wybrał się osobiście do Gramssa. Wizytę trzeba traktować jako akt szalonej odwagi. Przecież to był Ernst Gramss: jeden z głównych szatanów tego czasu, twórca fabryki śmierci w Treblince (ok. 2 mln. ofiar). Afisze uliczne z jego podpisem to jeden ciąg wyroków, z powtarzającymi się sentencjami „rozstrzelać”, „skonfi-skować”, „osadzić w obozie w Treblince”.
Warpechowski znał jednak mentalność Niemców i spreparował odpowiednią bajeczkę. Według oficjalnych poglądów nauki nazistowskiej Polacy, jako rasa niższa, byli niezdolni to stworzenia wła-snej kultury. Cokolwiek trwałego zaistniało na ziemiach polskich, powstało z inspiracji niemieckiej albo było zbudowane przez samych Niemców. A więc – zamek w Liwie nie mógł być dziełem pod-ludzi, stworzyli go z pewnością Krzyżacy, zapuszczający się na południe w swoich wyprawach przeciw Litwie i Mazowszu.
I stał się cud - Gramss, zamiast wyekspediować bezczelnego Polaka pierwszym transportem do Treblinki, zrobił go kierownikiem odbudowy zamku. Zapalił się do tego stopnia do odbudowy, że sfinansował całą sprawę prywatnie (i nielegalnie), opłacając robotników wódką i cukrem z sokołowskiej cukrowni. Odbudowa Alte Deutsche Festung i stworzenie pomnika niemieckiej dominacji na Wschodzie - to było wielkie marzenie starosty.
Odbudowa zamku
Warpechowski pracował najwolniej jak mógł. Nie był konserwatorem zabytków i obawiał się zbędnej i nadmiernej ingerencji w strukturę średniowiecznych murów. W ciągu dwuletniej pracy ograniczył się więc do reperowania największych uszkodzeń.
Sytuacja Warpechowskiego była bardzo trudna. Podejmując odbudowę wystawił się przecież na zarzut kolaboracji z okupantem. Władze Polski Podziemnej nie podjęły na szczęście tego wątku, ale za to nie traktowano Otto Warpechowskiego i jego akcji serio. Czekały go dwa lata samotności. Sam Warpechowski nie odsuwał się od współpracy: pomagał partyzantom, ukrywając im amunicję w pryzmach cegieł zgromadzonych na placu budowy. Dzięki znajomości języka ocalił przed zastrzeleniem podczas łapanki jednego z mieszkańców Liwa.
Nagła śmierć
W początkach 1944 roku wstrzymano prace przy zamku. Warpechowski ukrył się u rodziny w Brzozowie, gdzie doczekał wejścia Armii Czerwonej. Po jego adwersarzu, Gramssie, ślad zaginął i do dziś nie wiadomo, jakie były dalsze losy zbrodniarza. Mogłoby się wydawać, że najgorsze minęło. Otto Warpechowski wstąpił do II Armii Wojska Polskiego. Zginął niespodziewanie i tragicznie 5 II 1945 roku we wsi Paczuski, będąc kapralem 8 pułku moździerzy. Dowódca oddziału, Rosjanin, dostał ataku delirium. Doszło do awantury. Nagle lejtnant wyrwał pepeszę jednemu z żołnierzy. Ku-le dosięgły Warpechowskiego na łące przy skraju wioski, skąd później zabrano go na cmentarz w Czerwonce Grochowskiej, gdzie został pochowany.
Epilog
W czasie odwilży październikowej pojawiła się możliwość kontynuacji odbudowy zamku. W latach 1957 - 61 odrestaurowano wieżę wraz z częścią murów obronnych; zrekonstruowany został także dworek. Obecnie mieści się w nim Muzeum Zbrojownia na Zamku w Liwie, jedno z ciekawszych muzeów polskich.
Otto Warpechowski spoczywa na cmentarzu w Czerwonce Grochowskiej. Jego grobem opiekują się dzieci z miejscowej szkoły. Władze samorządowe odnowiły granitowy krzyż na mogile. Pamięć trwa, choć ciągle jeszcze zbyt mało doceniamy odwagę i bezinteresowność jednego z bohaterów walki o kulturę polską w czasie II wojny światowej.