Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 45041

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43575
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Przyszedł kabaret do kabaretu Drukuj Email
poniedziałek, 01 maja 2006 02:00

To była niezapomniana sobota! Dzięki inicjatywie Karola Wołynki nasza publiczność miała okazję obejrzeć na scenie Węgrowskiego Ośrodka Kultury bardzo znany w Polsce Kabaret Moralnego Niepokoju. 33 minuty i 33 sekundy przed występem artyści zgodzili się odpowiedzieć na kilka ciekawych, intrygujących, a czasem nawet głupich pytań, które zadawaliśmy my, czyli... Cabaret Puk-Puk.

My: Skąd wy w ogóle jesteście?
Oni: Pochodzimy z różnych miejsc - ja pochodzę z Wyszkowa nad Bugiem, a mieszkam obecnie w stolicy. Przemek jest z Olsztyna, mieszka w Warszawie. Dwaj koledzy, którzy za-raz dojadą, są z Siedlec i z Jaczewa k. Węgrowa. Kasia natomiast jest z Pruszkowa...
My: A więc jej śmiech może ma jakiś związek z tym miastem?
Oni: Uuu… Tego wcześniej nie braliśmy pod uwagę! To całkiem możliwe!
My: A po ile w Warszawie są jagody?
Oni: Nie ma jeszcze jagód….Ale truskawki są po 15 złotych. A u was po ile są jagody?
My: 8,30 za litr... (myśleliśmy, że to dobry żart, ale chyba mamy inne poczucie humoru). Jakie są szanse, by młody kabaret mógł zaistnieć na polskiej scenie kabaretowej, np. w waszym Tygodniku Moralnego Niepokoju?
Oni (śmiech): Akurat w Tygodniku nie ma żadnych szans, bo właśnie skończyliśmy nagrywanie tego programu. Ale jeśli chodzi o TV, to trzeba dochodzić do niej stopniowo, czyli zacząć od jakiegoś przeglądu. My zaczęliśmy 10 lat temu od krakowskiej „Paki’’.
My: Jakie rady moglibyście dać młodemu kabaretowi.
Oni: Trzeba robić to, co się lubi. Jak się lubi robić kabaret to trzeba robić kabaret. No i jak się lubi, to trzeba go robić bez względu na to, co się dzieje. Wyciągać wnioski z przedstawień - jak się ludzie z nas nie śmieją, to jest coś źle, coś trzeba zmienić.
My: Skąd pomysł na taką formę realizacji zainteresowań. No i skąd ta nazwa?.
Oni: No wiecie jak to jest: studia, zabawa - było fajnie i jakoś to się zaczęło. A czy to by była nazwa „dzikie dzwonki” czy „ pająk na ścianie”, to wszystko jedno. Liczy się to, co sobą re-prezentujecie!
My: Jak godzicie życie prywatne z zawodowym?
Oni: Dla prawdziwego kabareciarza życie zawodowe jest życiem prywatnym, bo nasz zawód polega na zabawie i czasami trudno rozgraniczyć te dwie sfery.
My: Skąd bierzecie pomysły na swoje skecze?
Oni: Generalnie jest u nas osoba, która pisze skecze. A inspiracja? No prosto z życia, większość sytuacji ze skeczy przytrafiła się nam lub naszym znajomym.
My: Jakie macie plany na przyszłość? Może podbój obu Ameryk?
On: Nie, raczej tam nie będziemy marnować naszego talentu (śmiech)! Być może jakiś program w telewizji, ale na pewno nie z taką częstotliwością, jaką jak nasz „Tygodnik”. Nagraliśmy aż 49 godzin ciągłego programu. To wielkie obciążenie psychiczne, dlatego zrezygnowaliśmy.
My: Na zakończenie jeszcze takie śmieszne pytanko: jak wam się podoba nasze miasto i jego okolice?
Oni: Za dużo nie widzieliśmy, ale…
My: Ale…
Oni: Ale fajne, fajne - i zabytki fajne, i ludzie, i w ogóle atmosfera, no i kabaret mają fajny (śmiech).