Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 45040

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43575
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

I tak źle, i tak niedobrze Drukuj Email
środa, 01 marca 2006 02:00

Do drzwi redakcji zapukał znajomy Malkontent. Wszedł i wyrazem twarzy na dzień dobry rzucił mi dezaprobatę. Poczułem się nie wiedzieć czemu opluty, więc odruchowo sięgnąłem po chusteczkę, on jednak nerwowym ruchem wyciągnął do mnie rękę. Całe szczęście, że na przywitanie. Jak każdego gościa, poprosiłem go, by usiadł, ale on szybko i na stojąco przeszedł do rzeczy. – Rozkręcam, wie pan, interes i tak sobie pomyślałem, czy nie warto by było zamówić gdzieś reklamy. Ale chyba źle zrobiłem, że przyszedłem do was… - Chwycił za klamkę, a ja go za rękaw, jakby się we mnie obudził nie wiadomo dlaczego instynkt subiekta. Łakniemy reklamodawców jak kania dżdżu, więc choćbym się miał jak Rejtan rozłożyć w drzwiach, postanowiłem go nie wypuścić. – Ależ dlaczego? – jęknąłem. – Przecież wie pan, że przyjmujemy zamówienia na reklamy i robimy je naprawdę dobrze! Proszę, niech pan siądzie, panie eM., uzgodnimy szczegóły, a może poszukamy jakiegoś promocyjnego rozwiązania… - Nieee, wycofuję się. U was mało kto się reklamuje… No ile mieliście w poprzednim numerze, pięć, sześć? To amatorszczyzna, pójdę gdzie indziej… - Nie udało mi się go zatrzymać, zresztą po ostatnich jego słowach nawet już zabrakło mi determinacji. Posmutniałem tylko. Rzeczywiście – pomyślałem – nie jest najlepiej. Ktoś tam od czasu do czasu coś miłego powie o gazecie, ale dotyczy to raczej treści. A przecież teraz liczy się rynek. Nas nie karmi dobry wujaszek-budżet, my musimy o każdą złotówkę zabiegać.
Wydawca zwołał zebranie. Wytężył wszystkie swoje intelektualne moce i wprowadzać począł zmiany. Jedne z entuzjazmem, inne z obawą, a po jeszcze inne desperacko nawet posłał wici za granicę. Z odsieczą przyjechała Iza i oto po miesiącu intensywnej współpracy z Anią mamy gazetę wypchaną reklamami. Siedzimy martwiąc się, że odsyłamy z kwitkiem biznesmena z Sokołowa, który koniecznie chciał wykupić całą stronę w kolorze, a tu znów wepchnął głowę między drzwi a futrynę znajomy pan eM. Obrzucił nas ponurym spojrzeniem, wpadł do środka i zatrzymał się nade mną. – Kiedy nowy numer? – zapytał zdyszany. – Jeszcze dzień i wieziemy do drukarni. No i jest lepiej. Sam pan spojrzy ile reklam! – z satysfakcją wskazałem na rozgrzanego do nieprzytomności laptopa Izy. Przed jego oczami przesunęły się po ekranie kolejne strony prawie gotowej gazety. – A gdzie druga część o teatrze?! – wrzasnął jak poparzony. Przestraszyłem się, więc natychmiast złożyłem obietnicę, że zaraz coś wyrzucę, by zmieścił się materiał pana Wangrata. – A o Konstytucji 3 Maja coś macie? Bo ja właśnie w tej sprawie. – Zadrżałem. Kogo jeszcze wyrzucić, by zmieściła się Konstytucja? Pan eM nie dawał za wygraną. W końcu dostało się nam za to, że poszliśmy w komercję zamiast dbać o strawę duchową dla Czytelników… i drzwi zamknęły się z hukiem.
Więc jeśli komu czegoś brak w tym numerze, albo jeśli ktoś uważa, że za dużo w nim reklam, niech pomyśli o nas, miotających się między młotem a kowadłem.