Statystyki

Użytkowników : 34
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44584

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43115
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Było też dużo śmiechu Drukuj Email
piątek, 01 lutego 2008 02:00
Wraz z upływem lat nasza szkoła wielokrotnie ewoluowała. Choć zmienił się wygląd, zmieniali się nauczyciele, pracownicy placówki, uczniowie, system nauczania, długość lat spędzonych w szkole, wspomnienia żyją nadal w sercach absolwentów. Wielu z nich ochoczo powraca do zabawnych i ciężkich chwil spędzonych w Liceum. Z uśmiechem na twarzy wspomina figle płatane nauczycielom, śmieszne zdania wypowiedziane zarówno przez kolegów, jak i profesorów. Dla niejednego z nich czas spędzony na nauce w Ogólniaku jest najmilej zapamiętany spośród wszystkich lat spędzonych na ścieżkach edukacji. Śmiemy twierdzić, że jeśli zaistniałaby możliwość cofnięcia się w czasie, wielu z absolwentów powróciłoby właśnie do swoich lat licealnych.
Czas spędzony w szkole wiąże się zarówno ze wzlotami, jak i upadkami. Każdy z nas ponosi jakieś porażki, ale też przeżywa momenty radosne. W ciągu tych trzech (kiedyś czterech) lat spędzonych w Liceum nawiązujemy nowe przyjaźnie, które przetrwają wiele lat. Rodzą się też miłości i zauroczenia. Bardzo często miłość ta może być tylko spełniona platonicznie, ponieważ skierowana jest w stronę... profesorów. Właśnie o takim przypadku zauroczenia opowiadała nam jedna z absolwentek.
Zwyczaj organizowania akademii z różnych okazji z udziałem artystycznie uzdolnionych uczniów znany jest od bardzo dawna. Także na Dzień Nauczyciela organizowane były takie przedstawienia. Podczas jednego z nich pewna uczennica miała zaprezentować przygotowaną przez siebie piosenkę. Uznała jednak, że będzie to doskonały moment na zrealizowanie swoich skrytych planów i marzeń. Kiedy nadszedł czas występu, dumnie, z podniesioną głową udała się na wyznaczone miejsce. Jakież było zdziwienie wszystkich zebranych w sali, gdy klucząc wśród widzów podeszła do jednego z uczących w szkole profesorów. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co miało nastąpić... Dziewczyna wzięła głęboki oddech i po chwili namysłu zaczęła nucić znaną piosenkę o miłości, która kierowana zwykle jest do wybrańców serca. Nietrudno się domyślić, kto był adresatem tej czułej pieśni... Zarówno nauczyciel jak i uczennica stali się obiektami drwin na dalsze kilka tygodni. Dobrą stroną zaistniałej sytuacji było to, że profesor dowiedział się o dawno skrywanych uczuciach dziewczyny, a ona sama pozbyła się ogromnego ciężaru i problemu. Taki moment na pewno może zostać zaliczony do kanonu tych dobrych i ciepłych wspomnień z lat nauki w Liceum.
Jak to w życiu bywa, nie może być zawsze dobrze, śmiesznie i przyjemnie. Bywają również chwile, która zapadają w pamięć ze względu na swój specyficzny charakter i czarny humor. Od wielu lat wiadomo, że uczniowie płatają figle nauczycielom, jednak sytuacje odwrotne są rzadkością. Otóż jedna z pań, ucząca przysposobienia obronnego, postanowiła urządzić swoim uczniom prawdziwą szkołę przetrwania. Ogólnie rzecz biorąc sam pomysł nie był zły, jego wykonanie jednak przypadło na nieodpowiednią porę roku. Trzydziestostopniowy mróz i dwumetrowe zaspy nie były odpowiednimi warunkami do wykonywania komend „padnij!” i „powstań!”. Po tej ciężkiej i traumatycznej lekcji z przysposobienia obronnego wielu uczniów pozostało w domu przez następny tydzień.
Kolejna z historii, opowiedzianych nam przez absolwentki, także wiąże się z lekcją przy-sposobienia obronnego. Tym razem jednak opowieść jest dużo bardziej drastyczna, a zarazem zabawna. Na jednej z lekcji na temat postępowania w przypadku odniesienia ran tłuczonych prowadzonej przez prof. Bornusa, najzwyczajniej w świecie uczeń nie mógł znieść powtarzających się ciągle słów „krew” i „ból”, a więc zemdlał. Paradoksalne w tej sytuacji było to, iż wzrost chłopaka bliski był dwóch metrów, a nauczyciela niespełna sto siedemdziesiąt centy-metrów. Nietrudno się domyśleć, że zaistniały drobne problemy z wydostaniem ucznia z ławki i udzieleniem mu koniecznej pomocy. W całej tej sytuacji było dużo śmiechu, ale i strachu. Incydent ten zakończył się dla ucznia w pewnym sensie pozytywnie. Każdą kolejną lekcję przysposobienia obronnego dotyczącą jakichkolwiek ran i urazów spędzał on na schodach prowadzących do sekretariatu szkoły na wyraźne polecenie profesora. Nauczyciel najadł się strachu i miał praktyczny kurs udzielania pierwszej pomocy.
Z wielu opowieści znanych nam absolwentów starałyśmy się wyłowić i przedstawić te najzabawniejsze i najbardziej godne uwagi. Warto jednak podkreślić, że współczesna młodzież nie ustępuje pomysłowością i intelektem pokoleniom naszych rodziców. Mamy nadzieję, że my także będziemy mile wspominać licealne lata, a na myśl o nich opowiadać różne, nie mniej interesujące historyjki naszym dzieciom i wnukom.
Dziewięćdziesiąt lat istnienia szkoły oraz postawa, jaką reprezentują jej wychowankowie, świadczy o wysokim poziomie tej placówki. Spod jej skrzydeł wyszło wielu wybitnych
i wyjątkowych osobistości. Wielu z nich posłało do tego Liceum swoich potomków w nadziei, że zostaną obdarzeni tak samo wielkim bagażem wiedzy i umiejętności, jak oni sami. Ufamy, że i w nas ta szkoła zaszczepi odpowiednie postawy moralne i pozwoli w przyszłości godnie świadczyć o Liceum im. Adama Mickiewicza w Węgrowie - gdziekolwiek rzuci nas los. Postaramy się wzbogacać spuściznę jej absolwentów i zająć godne miejsce w ich gronie.

Nasza praca powstała dzięki rozmowom z absolwentkami LO im. Adama Mickiewicza w Węgrowie: Zofią Karczewską (z domu Batorowicz) wychowanką w klasach 1-3 prof. Joanny Pietrzak, w klasie 4 prof. Alojzego Żagana; rok matury: 1974 oraz Małgorzatą Wasiewicz (z domu Królak), wychowanką prof. Andrzeja Giersa; rok matury: 1986