Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44806

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43142
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Mars i Merkury na placu boju Drukuj Email
piątek, 01 lutego 2008 02:00
3 lutego 1863 roku w otoczonym przez Rosjan Węgrowie doszło do jednej z ważniejszych bitew powstania styczniowego. O jej przebiegu możemy dowiedzieć się chociażby z poprzedniego numeru „Gazety Węgrowskiej”, dlatego też pozostaje mi jedynie opisanie jej inscenizacji, która odbyła się dokładnie 145 lat później.

3 lutego 1863 roku w otoczonym przez Rosjan Węgrowie doszło do jednej z ważniejszych bitew powstania styczniowego. O jej przebiegu możemy dowiedzieć się chociażby z poprzedniego numeru „Gazety Węgrowskiej”, dlatego też pozostaje mi jedynie opisanie jej inscenizacji, która odbyła się dokładnie 145 lat później.

Inscenizacja bitwy odbyła się dzięki pomysłowości samorządów Miasta i Powiatu oraz licznym współorganizatorom, wśród których znalazły się m.in. węgrowskie szkoły. Należy wspomnieć o patronacie honorowym marszałka Adama Struzika oraz wojewody Jacka Kozłowskiego. Na inscenizacji pojawił się też sekretarz ambasady Ukrainy w Polsce. Burmistrz Jarosław Grenda na wstępie z wielką serdecznością powitał przybyłych gości. Wspomniał o potrójnej funkcji zorganizowanej inscenizacji: oddanie hołdu bohaterom, edukacja i promocja miasta.
Dzień był bardzo pogodny. Mieszkańcy Węgrowa i okolicznych miejscowości przybyli tłumnie na tę pierwszą w dziejach Węgrowa inscenizację jakże ważnej bitwy. Prowadzący, Rafał Lasota, przedstawił widzom oddziały i ochotników z węgrowskich szkół oraz wierne swoim mężom i ojcom przedstawicielki płci pięknej. Po prezentacji uroczystość przeniosła się do kościoła, gdzie biskup Antoni Dydycz odprawił mszę po łacinie. Chyba dla większości obecnych było to pierwsze takie przeżycie, ponieważ dało się dostrzec lekkie zakłopotanie chociażby przy błogosławieństwie, po którym zwarte i zmobilizowane bojowo szeregi żołnierzy przystąpiły do rozpoczęcia konfrontacji. Głośne wybuchy, krzyki, napierające na siebie oddziały – wszystkie te efekty robiły na widzach niemałe wrażenie i niewątpliwie przyczyniły się do zwiększenia realizmu inscenizacji. Podniosła muzyka dodawała powagi sytuacji. Na polu bitwy – jak to na polu bitwy - dało się dostrzec wkrótce poległych. Dla uspokojenia Czytelników oraz złagodzenia tonu korespondencji wojennej zobligowana jestem dodać, że ni-komu z aktywnych jak i biernych uczestników walk nie stała się najmniejsza krzywda. Oprócz wrażeń estetycznych organizatorzy zadbali również o kojącą bojowe nastroje porcję tradycyjnego bigosu. Dodatkową atrakcję stanowiła możliwość bliższego zaznajomienia się z żołnierzami I Pułku Piechoty Legii Nadwiślańskiej oraz członkami Grupy Rekonstrukcji Historycznej Kampinos, którzy po zakończeniu walk odpowiadali na pytania pasjonatów dawnych dziejów.
Niestety, moim zdaniem historyczne aspekty bitwy zostały nieco przysłonięte natrętną w dzisiejszych czasach obecnością Merkurego, boga kupców, za którego sprawą na inscenizacji nie zabrakło obwarzanek, waty cukrowej i baloników, nijak mających się do atmosfery wojennych zmagań, którym sekundował wprawdzie Mars, ale tylko na niby, raz po raz puszcza-jąc oko do publiki.
Bitwa, zwana przez niektórych lekcją historii, chyba niecałkiem spełniła funkcję edukacyjnej. Przy hymnie państwowym, odegranym na zakończenie, tylko nieliczni (głównie przedstawiciele starszego pokolenia) umieli zachować się stosownie do sytuacji. Co do realizacji pozostałych dwóch funkcji (hołd i promocja), nie należy mieć większych zastrzeżeń.