Statystyki

Użytkowników : 34
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44538

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43113
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Czy Europa naprawdę da się lubić? Drukuj Email
piątek, 01 lutego 2008 02:00
Unia Europejska otworzyła nam rynek pracy w wielu krajach kontynentu. Wkrótce po tym, ogólnopolskie media zaczęły coraz częściej informować, że otwarte bramy Europy nie zawsze prowadzą do raju. A z czym spotkali się mieszkańcy naszego powiatu podczas pracy w Niemczech i Szwecji? Do rozmowy zaprosiłam Konrada Panufnika, mieszkańca Miedzny, oraz Pawła Kuczyńskiego, zamieszkałego w Liwie.

Co sprawiło, że zaczęliście myśleć o pracy poza granicami Polski?
Paweł: Przypadek. Do Szwecji wybierali się moi znajomi. To oni, kusząc wysokimi zarobkami, przekonali mnie, że powinienem skorzystać z tej szansy. Pracowałem wtedy w jednej z węgrowskich firm, zarabiałem 7 zł za godzinę. Nie były to wystarczające środki, aby budować przyszłość. Przed wyjazdem wielokrotnie wraz z moim ojcem śledziłem mapę, rodzice mieli wiele obaw. Jednak zostawiłem pracę w Węgrowie i zacząłem się pakować.
Konrad: Moja sytuacja wyglądała podobnie. Wyjazd zaproponował mi kolega, który wielokrotnie organizował wyjazdy i sam pracował w Niemczech. Na pewno nie pojechałbym, gdybym nie był pewien, że jest dla mnie praca. W zakładzie, gdzie pracowałem, poprosiłem o urlop bezpłatny. Szef nie robił problemu, a powrocie do kraju ponownie wróciłem do tej samej firmy w Miedznie.
W węgrowskim Urzędzie Pracy funkcjonuje program EUREST. Czy kiedykolwiek korzystaliście z tego typu pomocy?
Paweł: Nie, nie korzystam z pomocy Urzędu Pracy.
Konrad: Nie wiedziałem o tym programie wcześniej.
Jak wyglądały pierwsze kroki w obcym kraju bez znajomości języka?
Konrad: Po wielu godzinach spędzonych w autobusie dojechaliśmy do Friedrichshafen. Kolega dobrze znał język niemiecki, więc dość sprawnie poruszaliśmy się po okolicy. Szybko też dojechaliśmy do pracodawcy. Przyjęli nas bardzo dobrze, poczęstowano nawet herbatą i ciastem. Praca związana była z sadownictwem, zbieraliśmy owoce, głównie jabłka.
Paweł: My wybraliśmy się samochodem, a przez Morze Bałtyckie przepłynęliśmy promem. Jechaliśmy w poszukiwaniu pracy i nie wiedziałem, czym tam będę się zajmować. Najpierw dopłynęliśmy do Danni, gdzie spędziliśmy dwa tygodnie. Trochę trudniliśmy się zbieraniem truskawek, jednak w międzyczasie otrzymaliśmy propozycję pracy w Szwecji i bardziej korzystne warunki finansowe. Tak trafiłem do Ystad.
Czy tam na miejscu mieliście łatwy dostęp do informacji o służbie zdrowia, policji czy ambasadzie polskiej?
Paweł: Tak, mieliśmy dostatecznie dużo informacji. W Szwecji ważne jest ubezpieczenie Narodowego Funduszu Zdrowia. Tam jednak rozróżnia się wizytę od leczenia. Za leczenie płaci fun-dusz, a koszt wizyty pokrywa sam pacjent. Korzystałem z tego raz w 2005 r., kiedy to wyjechałem do Szwecji po raz pierwszy.
Konrad: Wszystko załatwiał mój kolega, z którym pracowałem już w Miedznie, tak więc nie było powodów do obaw. Ponadto nasz szef dbał o pracowników - nawet w deszcz nie wolno nam było pracować, właśnie ze względu na zdrowie, bo choroba to strata nie tylko dla nas, pracowników, ale i dla pracodawcy.
Czy to prawda, że wynagrodzenie w tych krajach jest bardzo korzystne?
Konrad: W Niemczech byłem dwa miesiące. W Polsce musiałbym pracować na tę kwotę około pół roku.
Paweł: W Szwecji zaproponowano mi w przeliczeniu na walutę polską 20 zł na godzinę. Trzy razy tyle, ile zarabiałem w Polsce. Wniosek nasuwa się więc sam.
Ciekawi mnie, jak spędzaliście wolny czas?
Paweł: Zaprzyjaźniliśmy się z naszym szefem, więc były rozmowy przy piwie. Zwiedziliśmy też Kopenhagę i Sztokholm.
Konrad: Wolny czas zazwyczaj spędzaliśmy wspólnie z kolegami z Polski. Czasem chodziliśmy nad jezioro, oglądaliśmy jachty. Niemcy są bogatym krajem, więc mają się czym pochwalić. Podczas naszego pobytu trafiliśmy na Święto Chmielu i jarmark, gdzie można było kupić prawie wszystko. Piwo mają słabe, zazwyczaj rozrabiają je z colą lub sokiem.
Czy Polacy zdołali w ostatnich czasach nieco naprawić swój wizerunek u naszych sąsiadów?
Paweł: Nie spotkały nas nieprzyjemności wiązane z narodowością. Przeciwnie, bardzo dobrze wspominam swój pobyt zarówno w Danii, jak i w Szwecji. Byłem tam dwukrotnie. Z moim byłym szefem nadal utrzymuję kontakt telefoniczny, biorę pod uwagę następny wyjazd.
Konrad: Idąc po ulicy w Niemczech warto nosić przy sobie dokumenty, obcokrajowcy są dość często kontrolowani przez policję. Traktowani byliśmy bardzo dobrze, jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia w pobliskich sadach. Polacy pracowali i podczas deszczu. Ogólnie Polacy są doceniani, choć jestem daleki od jakichkolwiek uogólnień, bowiem podczas drogi powrotnej w Bolesławcu okradziono chłopaka ze wszystkich zarobionych pieniędzy. Zrobili to Polacy. Tak też choć nasz wizerunek za granicą kraju jest coraz lepszy, to na całkowitą przemianę należy jeszcze poczekać.