Statystyki

Użytkowników : 35
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44809

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43142
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

W przedwojennym Węgrowie z Michałem Czapskim Drukuj Email
piątek, 01 lutego 2008 02:00
Byli i przedsiębiorczy ludzie, lecz niewielu. Społeczeństwo starzało się, tym bardziej że przyrost naturalny był nieznaczny. I warsztaty niektóre powoli zamierały. Doskonały swego czasu stolarz Kowalewski nie wychował następcy. Na szczęście wybijał się Kędziorek, który zbudował gdzieś „Na Żydach” pierwszą stolarnię mechaniczną. [Za zgodą Autora drukujemy jedenasty fragment książki Życie towarzyskie i wszelakie życie Węgrowa lata 1920 – 1929, TKŚ Pogwarki Węgrowskie, Węgrów 1998; śródtytuły od red.]

Byli i przedsiębiorczy ludzie, lecz niewielu. Społeczeństwo starzało się, tym bardziej że przyrost naturalny był nieznaczny. I warsztaty niektóre powoli zamierały. Doskonały swego czasu stolarz Kowalewski nie wychował następcy. Na szczęście wybijał się Kędziorek, który zbudował gdzieś „Na Żydach” pierwszą stolarnię mechaniczną. [Za zgodą Autora drukujemy jedenasty fragment książki Życie towarzyskie i wszelakie życie Węgrowa lata 1920 – 1929, TKŚ Pogwarki Węgrowskie, Węgrów 1998; śródtytuły od red.]

Piękni państwo Sewerynikowie
Jedyny warsztat kożuszniczy, tak nieodzowny w powiecie czysto rolniczym, założył sokołowianin, Leon Sewerynik. Był to poważny warsztat, zatrudniający dwóch czeladników i dwóch terminatorów. Sewerynikowie - oboje wysocy i smukli, o kontrastowym kolorze włosów: ona jasna blondynka, a on brunet, aż granatowy - do życia węgrowskiego wnosili dużo optymizmu i radości pracy. Posesja z domem mieszkalnym, przestronnym, położona była przy zachodniej stronie ulicy Starowiejskiej [Gdańskiej] i zajmowała znaczną powierzchnię, granicząc z jednej strony z enklawą żydowską, a z drugiej sięgając gruntów gminy ewangelickiej. Część frontową domu, mającą charakter po trosze i reprezentacyjny, i rezydencjonalny, odnajmowano. Gospodarze mieszkali od strony podwórza i użytkowali wszystkie budynki przez nich zastane. Mając całą gospodarkę w jednym miejscu, nie podtrzymywali siłą rzeczy starodawnego miejscowego zwyczaju (cyrkulacji od „stodół” do domu i z powrotem) gospodarowania w dwóch miejscach. Nie trzeba podkreślać, że zajmując się kożusznictwem Sewerynik nie rozstawał się ze sztuką agrarną i wybudował sobie dodatkowo stodołę na końcu kwiatowego ogródka. Właściwy ogród ciągnął się na prawo od budynku mieszkalnego aż po rów ściekowy. Gospodarcze budynki stały w podwórzu, szczytem do ulicy. Bodaj drzwi wozowni były na osi bramy wjazdowej. W tej wozowni skóry przechodziły suchą zaprawę, bardzo skomplikowaną i pracochłonną. Dom posiadał jedno skrzydło, idące w podwórze. Pomiędzy tym skrzydłem a ocembrowaną studnią stały wielkie kadzie drewniane z zanurzonymi w wodzie wraz z rozrobioną korą dębową skórami owczymi. Korę tę cięto w sieczkarni, stojącej na werandzie przy szczytowej ścianie domu. Latem, po skończonej pracy, kiedy było już do-brze pod wieczór, terminatorzy i czeladnicy biegli do kąpieli. Woda w Liwcu była wtedy naj-przyjemniejsza. Bardzo często im towarzyszyłem. Kazik był jeszcze za mały, by można go było zabierać na nocne pływanki, choć był najstarszym dzieckiem Seweryników. Za nim szedł Michał, Jadwiga, Maria i Stefan. Już w dzieciństwie Kazik zdradzał naturę bardzo zło-żoną. Nie mniejsze niż do nauki miał zdolności i zręczność do robót ręcznych. Ciekawe były jego reliefy w drewnie - próby z okresu szkolnego. Wykonanie było bardzo dokładne, w nadmiernym jednak pośpiechu chłopca widać było pewną niecierpliwość. Nie miał po prostu zamiłowania do rzemiosła. Pasjonowała go bardziej idea przedmiotu niż sam przedmiot, a czekanie na zawsze długo trwającą realizację nie bawiło go. Michał natomiast rysował się jako urodzony gospodarz. Nie ukończył jeszcze pięciu lat, a z pola wracał konno jak triumfator. Pastwiska wspólne ciągnęły się od kaflarni Jabłonki aż po Miedzankę. Każdego wieczoru zwierzęta i ludzie wracali po dniu całym spędzonym pod gołym niebem.
Na Dorożyńskiego włościach
Niecałkiem zharmonizowaną z klimatem Węgrowa postacią był Józef Uciechowski, ożeniony z jedyną córką Dorożyńskich. Stary Dorożyński był chyba najbogatszym obywatelem miasta, właścicielem dwóch pokaźnych posesji: jednej przy końcu Starowiejskiej, dochodzącej aż do ulicy Piwnej i drugiej położonej na przeciwko klasztoru. Dom przy ulicy Długiej wygodny i obszerny, o charakterze bardziej reprezentacyjnym zajmowali w całości Uciechowscy z kilkorgiem dzieci. Najstarszym był Radomił (Radek), mój rówieśnik i przyjaciel lat dziecinnych, młodsza była Marysia (Dziuba) potem Danka, Hania, Stefan i Kasia.
Może coś poplątałem, ale przecież te ostatnie dzieci tyle były ode mnie młodsze. Cały na-rożnik pomiędzy Piwną a Starowiejską sięgał aż do gospodarstwa Murawskich i obejmował starą drewnianą karczmę nad Strugą, frontowy dom z dwoma gankami, a na tyłach długi par-terowy budynek fabryczny z czerwonej cegły z tynkowanymi tłami, mieszczący dzwoniarnię, prasę do sukna i jakieś wolne pomieszczenia o dawno nieaktualnym przeznaczeniu, w głębi zaś na prawo stodołę z bali na wpust. Bliżej domu znajdowała się stajnia, w której inspektor Zawadzki trzymał konie, i tuż przy ulicy w ostatnich latach postawiony domek mieszkalny z betonowych pustaków „alfa”. Mieszkał tam Wojtkun z żoną i synem. W starej karczmie drewnianej, z wewnętrzną sienią brukowaną na ekwipaże podróżnych i z mieszkaniem na poddaszu akcentowanym balkonem na słupach, mieściła się szkoła powszechna. Stróżem tej szkoły był stary Świątek; mieszkał na poddaszu ze starą Świątkową.