Statystyki

Użytkowników : 34
Artykułów : 35
Zakładki : 10
Odsłon : 44582

Statystyki galerii

  • Zdjęć:   420
  • Kategorii:   15
  • Odsłon:   43115
  • Komentarzy:   79
  • Głosów:   43
  • Tagów:   0

Walecznych tysiąc... Drukuj Email
wtorek, 01 stycznia 2008 02:00
Po wybuchu powstania styczniowego garnizon rosyjski z Węgrowa (dwie sotnie 24. pułku kozaków dońskich) został ściągnięty do Siedlec do ochrony linii kolejowej. Sytuację tę wykorzystali dowódcy powstańczy: Jan Matliński, pseudonim „Janko Sokół” i Władysław Jabłonowski „Genueńczyk”. W nocy z 23 na 24 stycznia ich oddziały zajęły Węgrów. W ciągu następnego tygodnia liczebność powstańców w mieście wzrosła do ok. 3500 ludzi – ochotników z Liwa, Sokołowa, Grochowa, Mokobód, Suchożebrów, Węgrowa a nawet z Warszawy. Tylko ośmiuset z nich posiadało broń palną, przeważnie dubeltówki myśliwskie, reszta uzbrojona była w widły, drągi i kosy osadzone na sztorc. Oddział przybrał miano Armii Podlaskiej, a entuzjastycznie nastrojeni dowódcy i żołnierze snuli śmiałe plany wypędzenia Moskali za Dniepr i Dźwinę.

Plany Rosjan
Władze rosyjskie w Warszawie, zaniepokojone siłą skoncentrowanych w Węgrowie powstańców, obawiając się ataku na Siedlce i przerwania połączeń komunikacyjnych z ziemiami Cesarstwa, pośpiesznie opracowały plan zgniecenia buntu na Podlasiu w jednej bitwie, polegający na koncentrycznym szturmie na Węgrów trzech silnych oddziałów wojska. Od północy i północnego wschodu uderzyć miała grupa generała Krüdenera przewieziona koleją z Warsza-wy do stacji Łochów i Małkinia i maszerująca w 2 kolumnach. Oba oddziały liczyły łącznie 2500 ludzi i 6 dział pod dowództwem Bontempsa i Kriwonosowa. Od strony południowej wy-ruszył na Węgrów pułkownik Georgij Papaafanasopuło na czele ponad 900 żołnierzy (2 kompanie piechoty, 3 szwadrony ułanów, 4 armaty), wysłany przez dowódcę garnizonu siedleckie-go gen.-mjr. Drejera.
Pierwsze starcia
Pomiędzy tą grupą i awangardą powstańców pod dowództwem Kuczkowskiego "Muchy" i Męczyńskiego doszło w dniach 31 stycznia - 2 lutego do potyczek pod Mokobodami i Szaru-tami. Rosjanie ponieśli w nich duże straty, tracąc ok. 100 ludzi, nie przerwali jednak marszu na Węgrów.
Szturm na Węgrów
Wczesnym rankiem trzeciego lutego Rosjanie zajęli stanowiska na wzgórzach wznoszących się nad miastem i ostrzelali Węgrów z dział granatami zapalającymi. Pożary wznieciły panikę, opanowaną szybko przez Matlińskiego, który po zażartej walce na rogatce mokobodzkiej (obecnie Aleja Siedlecka) zarządził odwrót z płonącego miasta szosą na Sokołów Podlaski. Do osłony ewakuacji wyznaczył 400 kosynierów. Kiedy atak prawego skrzydła rosyjskiej jazdy zatrzymał ariergardę głównej grupy powstańczej, Polacy schronili się na cmentarz, ostrzeliwując zza parkanu Moskali. Wówczas kosynierzy zaatakowali centrum szyku wojsk rosyjskich rozciągniętych wzdłuż Gościńca Szaruckiego (dzisiejszy Gościniec Niepodległości). Prowadzone z fantastyczną brawurą natarcie zmiotło z pola szwadron ułanów i zagroziło armatom strzelającym kartaczami ogniem na wprost. Kosynierzy doszli aż do stanowisk baterii, ale wte-dy zostali wzięci w kleszcze przez dwukrotnie liczniejsze siły wroga. Na polu bitwy pozostało ponad 120 poległych i rannych powstańców. Straty Rosjan nie są znane. Poświęcenie kosynierów ocaliło główne siły powstańcze, łącznie ok. 2000 ludzi, którzy wycofały się na Miedznę, Pogorzel i Siemiatycze, omijając nadciągającą z Małkini grupę Kriwonosowa.
Po bitwie
Niepowodzenie planu likwidacji zgrupowania polskiego w Węgrowie, oprócz przyczyn typowo militarnych, wynikło z braku koordynacji w działaniach wojsk carskich. Jako pierwszy zaatakował Bontemps, odparty w nocnym boju przez oddział 1000 kosynierów stacjonujących w Ludwinowie. Papaafanasopuło natomiast obawiał się zająć miasto nawet przez pewien czas po ewakuacji powstańców, ostrzeliwując je z dystansu. W Węgrowie powitał Rosjan widok szpiegów powieszonych przez polską żandarmerię. Rozjuszone żołdactwo ograbiło bezbronne miasto, dopuszczając się morderstw i gwałtów. Dopiero po południu do Węgrowa dotarły kolumny Bontempsa i Kriwonosowa, wkrótce podejmując pościg za powstańcami Matlińskiego i Jabłonowskiego.
Ocena bitwy
Bitwę pod Węgrowem należy uznać za nierozstrzygniętą. Wojska carskie nie osiągnęły celu operacyjnego zniszczenia przeciwnika i same poniosły ciężkie, choć, według rosyjskiego zwy-czaju, ukrywane później starannie straty. Natomiast niedoświadczeni wojskowo powstańcy kilkakrotnie stawili czoła zawodowej armii i wycofali się w zwartym szyku, co można uznać za ich sukces, pomimo znacznych start w ludziach. Bitwa nabrała ponadto dużego znaczenia propagandowego jako jedno z pierwszych poważnych starć Powstania. Odgłosy bitwy węgrowskiej, nazwanej dzięki straceńczej szarży kosynierów „Polskimi Termopilami”, rozeszły się szerokim echem w całej Europie, służąc jako temat dzieł plastycznych i literackich, min. C.K. Norwida, A. Barbiera i M. Konopnickiej. Była to klęska propagandy rosyjskiej usiłującej przedstawić powstańców jako pospolitych bandytów i terrorystów (stały motyw polityki informacyjnej sąsiada ze Wschodu, powtarzany również współcześnie w przypadku wojny w Czeczenii).
Pomnik powstańców
Po bitwie, „66 mężczyzn nieznajomych(…), z obcych parafijów pochodzących - ranami od strzałów i kłócia przez wojsko okrytyci” - jak zapisał w „Księdze zmarłych parafii Wniebowzięcia NMP w Węgrowie” pod datą 5 II 1863 r. proboszcz węgrowski ks. Ignacy Jemielitty - pochowano we wspólnej mogile na pobojowisku. Podczas I wojny światowej, kiedy Rosja-nie wyparci zostali z Królestwa Polskiego, w roku 1917 zawiązał się w Węgrowie komitet budowy pomnika upamiętniającego poległych. Z pól pomiędzy Szarutami i Ruchenką mieszkańcy Węgrowa i okolicznych wsi przyciągnęli głaz narzutowy, przemieszczany na saniach wleczonych ręcznie linami po drewnianych okrąglakach. Po pokonaniu dystansu 5 km ogromny kamień ustawiono na mogile powstańczej. Jego cokół z kamieni polnych wykonał znany warszawski warsztat Bolesława Sypniewskiego, który na pomniku umieścił inskrypcję - wiersz autorstwa S. Roguskiego: Bohaterom 1863 r. / Na prochach waszych, z pól polskich kamienia / Wznoszą przez pamięć wdzięczne pokolenia.
Kiedy myślę o tamtych czasach
Próbuję odtworzyć atmosferę miasta nareszcie wolnego po latach niewoli i upokorzeń doznawanych ze strony pogardzanego w gruncie rzeczy pogromcy, którego siła wynikała jedynie ze słabości ofiary, przypominam sobie fragment z „Greka Zorby” Nikosa Kazantzakisa, opisujący inne powstanie i inną wolność: Czy widziałeś kiedyś lud, który szaleje upojony wolnością? Nie? A więc mój biedny szefie, urodziłeś się ślepcem i ślepcem umrzesz. Gdybym miał żyć tysiąc lat i gdyby pozostał ze mnie tylko strzęp żywego ciała, nigdy nie zapomnę tego, co widziałem owego dnia. I gdyby człowiek mógł wybierać raj według własnego gustu – a tak być powinno, tak sobie wyobrażam raj - powiedziałbym do Stwórcy: „Panie, spraw, aby(…) wiecznie trwała ta chwila… Niczego więcej nie pragnę”. I może dlatego, bez rozwa-żania zysków i strat, ludzie biorą kosy, by iść do szturmu na armaty. Innego wyjaśnienia nie znam.